Grawitacja, stres i psychotropy

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne paźd 27, 2016 at 12:04 pm

Andrzej Sulowski jest jednym z najbardziej doświadczonych i uznanych ekspertów od sprzętu i systemów zabezpieczeń przed upadkiem z wysokości (fall protection) w Kanadzie i na świecie, jednym z dwóch pionierów tej dziedziny w Ameryce Północnej. Jego życiorys, osiągnięcia i wibrująca energia są imponujące. Ma ponad 70 lat, przed sobą zaplanowanych jeszcze wiele następnych, głowę pełną pomysłów, bogaty dorobek naukowy i (niestety) ciężki bagaż życiowych doświadczeń.

Urodził się w Warszawie, ale wychował w Łodzi. W gimnazjum im. M. Kopernika odkrył w sobie miłość do języka i pasję pisania. Chciał iść na polonistykę, zrozumiał jednak szybko, prostując szkolny światopogląd w domu, przy Radiu Wolna Europa, że albo będzie pisał to, co mu każą, albo nie będzie pisał wcale. Był rok 1957. Poszedł więc śladem ojca i dziadka – został inżynierem. Przez dwa lata studiował na Politechnice Łódzkiej, tytuł magistra uzyskał na Politechnice Warszawskiej na wydziale Mechaniki Precyzyjnej. Tam także, w Instytucie Automatyki Przemysłowej, otworzył przewód doktorski.

andrew_sulowski_male

Kiedy w lipcu 1971 wyjeżdżali z żoną VW Beatle do Anglii, oboje byli bliscy ukończenia studiów doktoranckich. Nie bieda, a system polityczny wygnały ich z Polski. „Na początku lat 70’ komunizm wydawał się niezniszczalny, a na uczelniach zaczęto „przykręcać śrubę”. Odebrano mi opiekę nad grupą specjalnościową, przypuszczam, że za „przewinienia” z marca 1968. Żona też miała problemy na anglistyce na UW przez „zbyt zachodni styl zachowania i ubioru”. Nadarzyła się okazja otrzymania paszportów bez zaproszenia z Zachodu, bo profesor Shearer z Uniwersytetu w Pennsylwanii w USA zamówił tłumaczenie mojej książki “Pneumatyczne regulatory ekstremalne”, wydanej przez wydawnictwo Naukowo-Techniczne w 1967 roku (Sulowski mial wtedy 27 lat – przyp.red.). Tłumaczenie zrobiliśmy wspólnie w żoną-anglistką, wynagrodzenie w dolarach amerykańskich wpłynęło na konto w ZAIKsie, a to konto właśnie dawało w tamtych czasach możliwość podróży na Zachód bez zaproszenia. Wyliczono nam, że stać nas będzie na trzytygodniowy pobyt w Anglii. Chcieliśmy tam zostać, nie udało się, więc w styczniu 1972 wyemigrowaliśmy do Kanady”.

Andrzej przyznaje otwarcie, że jego kariera zawodowa w nowym kraju nie byłaby możliwa bez bardzo dobrego wykształcenia, jakie odebrał w Polsce. Angielski znał nieźle, podstawy w inżynierii miał silne, a kwalifikacje znacznie przewyższające oczekiwania pracodawców. Początkowo pomógł mu trochę przypadek i pracował w drukarni, ale po dwóch latach, dzięki poparciu Kanadyjczyka, któremu Polacy pomogli uciec z niewoli niemieckiej w 1943 roku i który darzył ich dzięki temu niezwykłą estymą – trafił na stanowisko managera inżynieryjnego w zakładach produkujących karmę dla psów i kotów. Z każdej linii produkcyjnej schodziło 450 puszek na minutę, presja pracy była ogromna, doszły problemy interpersonalne. W Polsce pracował na Politechnice, a tu nagle stanął przez zadaniem zarządzania zespołem i nieprzyjemnym, choć sporadycznym obowiązkiem zwalniania pracowników. Pierwszy, bardzo uzdolniony projektant, również startujący w konkursie na pozycję managera, który przy każdej okazji, a było ich wiele, zatruwał mu życie, poleciał w czerwcu. Andrzej odszedł miesiąc później. Miał dosyć stresu, nabawił się poważnej nerwicy. Z pomocą przyszedł przyjaciel lekarz alergolog – przepisał popularny wtedy Prozac (zapomniał jednak ostrzec, że Prozac nie lubi alkoholu) i tym samym wytyczył drogę, którą Andrzej zmuszony jest podążać do dziś.

W 1977 został zatrudniony w Research Division of Ontario Hydro (obecnie OPG). Zaczął od badań nad systemami zabezpieczającymi przed upadkami z wysokości. Wprowadził na budowach Hydro obowiązkowe szelki (full body harnesses), jako pierwszy mógł przeprowadzać testy w praktyce –„Projekt zawsze działa na papierze. Podczas badań laboratoryjnych mogliśmy wyeliminować 50% tych „papierowych” pomysłów. Następne 25% odpadało przy testach z udziałem robotników”. Kiedy, dzięki nowym rozwiązaniom i zabezpieczeniom, które wprowadził, statystyki Ontario Hydro dotyczące ilości śmiertelnych upadków z wysokości w skali roku spadły niemal do zera, jego pozycja w OPG została ugruntowana, a on sam postanowił zostać światowym specjalistą w tej dziedzinie. Miał 37 lat, wspaniałe akademickie przygotowanie teoretyczne, ogromne ambicje i zapał do pracy. Praca zresztą zawsze była dla niego”numero uno”. Od badań w laboratorium przez projektowanie i wdrażanie systemów zabezpieczających, został instruktorem, inspektorem, konsultantem, wynalazcą (4 patenty) i autorem dziesiątek artykułów naukowych, publikacji i książek. Jego, napisane wraz z innymi specjalistami, “Fundamentals of Fall Protection”, wydane w 1991 w Toronto, nadal stanowią jeden z najbardziej podstawowych podręczników tej specjalizacji. Pracował z CSA nad normami i standardami z fall protection, z których korzystamy do dziś. Po ośmiu latach pobytu w Kanadzie był już przewodniczącym kanadyjskiej delegacji na konferencję ISO (International Organization for Standardization) w Paryżu, gdzie wypowiadał się w imieniu nie swoim, a całego kraju. Sulowski twierdzi ze smutkiem, że nigdy nie miał na to szansy we własnym kraju. Kilka lat później zorganizował podobną konferencję w Ottawie. Poparcie zarządu Ontario Hydro pomogło sfinansować i zrealizować większość jego projektów. Dostał tytuł executive, prywatne biuro i sekretarkę na pół etatu.

W Ontario Hydro przepracował 21 lat. W ciągu dwóch dekad osiągnął tytuł najbardziej doświadczonego, szanowanego i wielokrotnie nagradzanego eksperta fall protection w Kanadzie i poza jej granicami. W międzyczasie z Prozacu, od którego nieświadomie się uzależnił, przeszedł na kolejne antydepresanty – Wellbutrin, a następnie Effexor . Od trzydziestu ośmiu lat funkcjonuje więc na silnych środkach psychotropowych. Diabeł tkwi w szczególe, bo Andrzej, który uciekł nie tylko z kleszczy nowotworu, ale ma także założonych pięć bypassów, tryska energią i pomysłowością – „Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. To prawdopodobnie jeden z efektów ubocznych Effexoru. Zupełnie zniknęły granice – kiedy wpadam na jakiś pomysł, muszę go natychmiast zrealizować, zupełnie (niestety) nie myśląc o potencjalnych konsekwencjach. Zatarły się u mnie mechanizmy obronne. Kilka lat temu, z okazji 65. urodzin, wymyśliłem sobie, że zostanę pilotem. Zapisałem się na kurs, żona za głowę się łapała. I na pewno bym skończył i został tym pilotem, ale problemy z błędnikiem spowodowały, że nie przeszedłem przez test z procedur lądowania” – opowiada.

Nigdy nie przestał się uczyć i rozwijać. W Kanadzie i USA uczył się zarządzania, podstaw medycyny, oprogramowań komputerowych, języków obcych (francuski i niemiecki), finansów i ekonomii. W 1990 współzakładał The International Society for Fall Protection. Rok wcześniej, po sprzedaży laboratorium brytyjskim inwestorom, odszedł z OPG i założył własną firmę – Sulowski Fall Protection Inc. www.fallpro.com. Prowadzi ją po dziś dzień, udzielając specjalistycznych konsultacji (w Kanadzie, USA, Polsce, Niemczech i w Kostaryce), prowadząc kursy i seminaria (w Kanadzie, USA, Niemczech i Austrii), jest także biegłym sądowym (USA i Kanada) w sprawach dotyczących upadków z wysokości. W 2003 roku ISFP z siedzibą w Seattle, WA ustanowiło nagrodę jego imienia – “Andrew Sulowski Award for Excellence in Fall Protection”. W Kanadzie – nic – widać nikt nie jest prorokiem we własnym kraju.

Na przestrzeni lat Andrzej i jego żona Maria, angażowali się w różne inicjatywy społeczne. On założył Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Przyjaciół Jasnej Góry, które uzbierało wystarczającą ilość pieniędzy na unikatowe, dekoracyjne drzwi w bastionie Św. Rocha w Fortecy Jasnogórskiej. (Towarzystwo ostatecznie nie wytrzymało konkurencji ze strony Oblatów, i zaprzestało działalności). Maria była prezesem Polsko-Kanadyjskiego Towarzystwa Muzycznego, pomagającego orkiestrze maestro Jaśkiewicza – Toronto Sinfonietta, oraz grupie teatralnej Marii Nowotarskiej. W latach emigracji solidarnościowej Sulowscy sponsorowali szereg polskich rodzin na przyjazd do Kanady.

Przyznaje, że w życiu najwięcej, poza własną, ciężką i nieustanną pracą, osiągnął dzięki ludziom, których poznał i z którymi pracował. Wieloletnie przyjaźnie, wspólne projekty, badania, wtedy jeszcze się nie mówiło na to networking, mówiło się przyjaźń. Z jednym z amerykańskich przyjaciół, późniejszym dyrektorem Air Force Research Laboratory, napisali artykuł o mierzeniu siły działającej na człowieka po upadku. Rekomendacje dotyczące systemu pomiarowego są do dziś używane na całym świecie. Obecnie pracuje nad zastosowaniem dronów (UAV) w fall protection.

W swojej dziedzinie osiągnął wszystko. Zbudował sobie piękną, dynamiczną, społecznie istotną, karierę naukową. Jego osiągnięcia doceniono w USA, Europie, Australii i Nowej Zelandii. Dużo podróżował. Ale zapłacił za to ogromną, w jego przekonaniu, cenę. Dziś, z perspektywy czasu, twierdzi, że najwyższą, bo przez jego pracoholizm, ambicje i wieczną nieobecność ucierpiała rodzina. Z dorosłym synem ma sporadyczny, chłodny kontakt, i gdzieś w głębi serca żałuje, że nie rozegrał kart inaczej. Bo w jesieni życia bliscy stają się ważniejsi niż samochody, którymi się szalało w młodości, odznaczenia i dyplomy na ścianie. Jego największą satysfakcją, płynącą z pracy zawodowej, nie są jednak pochwały i uznanie, ale ci robotnicy wspinający się na wieże transmisyjne w deszczach i zawiejach, którzy dzięki jego wieloletniej pracy badacza i wynalazcy (ale także dzięki ich współpracy przy wdrażaniu nowych metod), chodzą dziś bezpiecznie po ziemi. Andrzej może udowodnić, że jest ich co najmniej 27. plus ci z amerykańskiego GM, gdzie pracował jako konsultant. W środowisku polonijnym mało kto o nim słyszał, żadna z polskich organizacji nie zainteresowała się jego osiągnięciami, tak jakby Polak, który wybił się w naukowych kręgach kanadyjskich i światowych, automatycznie tracił poparcie i uznanie rodaków. Prywatnie Andrzej Sulowski interesuje się geopolityką, historią cywilizacji, IIWŚ, lubi muzykę klasyczną, dobrą książkę, zegarmistrzostwo i Napoleona. Wrócił też do pisania tekstów lżejszych niż naukowe – pod pseudonimem (Andrew Brent) wydał zbiór esejów w języku angielskim, pod własnym nazwiskiem (z J.Osko) – biografię swojego dziadka Tadeusza Jana Sułowskiego – pioniera polskiej gospodarki w latach 1918-1939; obecnie pracuje nad polskimi esejami.

Sulowski, ojciec współczesnych systemów zabezpieczających przed upadkiem z wysokości chce, żeby jego historia była przestrogą dla młodych, ambitnych ludzi, którzy stoją w progu własnej kariery – „Nadmiar stresu, zbyt wygórowane ambicje, są w stanie sprowadzić każdego na drogę psychotropów. Te ostatnie napędzają do pracy i pomagają przetrwać, ale posiadają również ogromne skutki uboczne. Najważniejsze są relacje, które budujemy z ludźmi, więzy które tworzymy, przyjaciele, a przede wszystkim rodzina. Może ktoś nauczy się czegoś na moich błędach” – kończy rozmowę z uśmiechem i wraca do czekającej w domu pracy i żony.

Kaja Cyganik