Wszystko o Kaziku

sty 30, 2017 at 5:33 pm

Nie, nie o tym z Kultu, który śpiewał „12 groszy” i „Spalam się”, a o naszym, torontońskim Kaziku Radwańskim. Nie słyszeliście? To na pewno jeszcze usłyszycie.

Kazik RadwanskiW świecie filmu o Kaziku znowu zrobiło się głośno pod koniec ubiegłego lata, kiedy pojawiła się jego kolejna, niezależna produkcja „How Heavy This Hammer”, wyświetlana na ekranie Tiff Bell Lightbox. O sukcesie filmu pisał „Globe and Mail”, a krytycy filmowi z Toronto Film Critics Association wyróżnili reżysera w dorocznym podsumowaniu najwiekszych osiągnięć rynku kinematograficznego Toronto. Wcześniej Radwański zabłysnął dzięki trzem filmom krótkometrażowym: „Princess Margaret Blvd.” (2008, dotykający tematu choroby Alzheimera), „Out in That Deep Blue Sea” (2009) i „Cutaway” (2014) oraz pełnometrażowemu debiutowi „Tower” (2012), które wyświetlano podczas TIFF oraz na wielu międzynarodowych ekranach. „Tower” pokazano m.in. podczas prestiżowego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Locarno. Dwa lata z rzędu jego filmy krótkometrażowe oglądano na Berlinale, pojawiły się także w rankingu Canada’s Top Ten Shorts List. Krytycy filmowi cenią Kazika za przyziemność – przy wszystkich superprodukcjach, przeładowanych efektami specjalnymi i superbohaterami, doceniają wnikliwy zmysł obserwacji oraz umiejętność kompleksowego konstruowania i studiowania charakterów u młodego reżysera. Jego bohaterowie to zagubieni, często sfrustrowani ludzie, próbujący odnaleźć się w rozpędzonym świecie, przechodzącym płynnie z wymiarów wirtualnych do szarej codzienności średniej klasy społecznej.

Absolwent Ryerson University, reżyser i pisarz, uważany jest za jednego z najbardziej utalentowanych kanadyjskich filmowców młodego pokolenia. Współzałożyciel firmy produkcyjnej MDFF, która pozwala mu pracować w offowym, indywidualnym stylu, promując filmy w typu indie, czyli należące do kategorii kina niezależnego i niekomercyjnego. Takie niskobudżetowe produkcje będące przekazem własnej, artystycznej wizji świata, są doceniane przez koneserów kina, ale zazwyczaj gubią się w kinowej papce serwowanej masom. Sam Kazik przyznaje – „Po części robię filmy dlatego, że jestem niewyartykułowany. Większość z moich filmów jest potwornie introspekcyjna; jak się nad tym zastanowię – odnajduję dużą część samego siebie w moich bohaterach. W młodości miałem spore problemy w szkole średniej, czułem się odsunięty, przygnębiony. Jako piętnastolatek pracowałem w sklepie video. Odnalazłem samego siebie w niemal nałogowo oglądanych filmach. Wręcz je studiowałem. Chyba dlatego postanowiłem iść w tym kierunku, choć za kamerę chwyciłem dopiero na studiach”.

Ogromną wartość Kazik odnalazł w filmach dokumentalnych – „Nauczyłem się, jak to jest sfilmować moment, rozpoznawać co jest warte uwiecznienia. Poprzez zatrzymywanie chwil na taśmie umiem wyrazić znacznie więcej niż mówiąc lub pisząc.” Do pisania reżyser (i scenarzysta) ma podejście swobodne – w przypadku „Tower” standardowy scenariusz nie powstał wcale, zamiast tego ekipa pracowała na szkicu kilkudziesięciu scen. „Hammer” scenariusza już się doczekał, ale reżyser nie pokazał go aktorom – nie znali dialogów ani opisów, co wyzwoliło w nich nie tylko ukryte pokłady kreatywności, pozwoliło improwizować i odkrywać samych siebie, ale także zapewniło autentyzm kolejnych scen. W wywiadzie dla „Globe and Mail” Radwański przyznał także, że uwielbia uczucie intymności, ludzkiej bliskości, realizm i strukturę dokumentalną, stąd stara się być jak najbliżej widza, nawet gdy bliskość ta powoduje u odbiorcy dyskomfort i napięcie, przytłacza i alienuje. Nie umie jednak opisać stylu, w jakim tworzy, ani swoich filmów nikomu, kto ich nie widział. I nie są to filmy dla miłośników Cineplexów i popcornu. To kino młode, ambitne, zmuszające do myślenia. Być może wkrótce, dzięki ludziom takim jak Kazik, niezależna produkcja filmowa wyjdzie w torontońskiego podziemia i zacznie być brana pod uwagę bardziej serio w mieście, które od kilku lat staje się mekką filmowców Ameryki Północnej.

Kaja Cyganik