Polak z… pękniętym żebrem na starcie arktycznego biegu na Jukonie na 700 km 

Polacy w Kanadzie Top News luty 2, 2017 at 4:30 pm

zz jukon35 lutego Polak Andrzej Gondek wystartuje w Kanadzie w jednym z najtrudniejszych biegów świata – Yukon Arctic Ultra. To 430 mil w lodowych warunkach…

Wyścig odbywa się w lutym każdego roku. Uczestniczy mają do pokonania dystans maratonu, 100 mil, 300 mil oraz 450 mil. Trasę można pokonać rowerem górskim, na nartach oraz piechotą. Temperatura podczas zawodów może spaść ponad 50 stopni Celsjusza poniżej zera, dlatego wyścig nazywany jest przez wielu najtrudniejszym takim na świecie. Najdłuższy odcinek prowadzi od Whitehorse do Dawson City szlakiem Yukon Quest – wyścigu psich zaprzęgów. Maksymalny czas zmagań to 312 godzin (13 dni). Rekordzista przebiegł najdłuższą trasę (700 km) w 7,5 dnia. W 2015 roku w zawodach wziął udział pierwszy Polak Michał Kiełbasiński jednak zrezygnował po 24 godzinach od startu z powodu poważnych odmrożeń u rąk i nóg.

Andrzej Gondek

Andrzej Gondek

Poniżej wywiad z Andrzejem Gondkiem:

Pana mordercza walka pod tytułem „Yukon Arctic Ultra” rozpoczęła się już 3 tygodnie wcześniej. Przygotowując się do startu, miał pan wypadek w Tatrach i poważnie uszkodził żebro. Ruszył wyścig z czasem, by wrócić do pełnej sprawności przed zawodami. Może jednak nie należało podejmować takiego ryzyka i wycofać się?

W pierwszej chwili taka myśl przyszła mi do głowy. Byłem u kilku różnych lekarzy. Okazało się, że mam pęknięte żebro. Optymistyczne prognozy wskazują, że dolegliwość może minąć tuż przed startem, dlatego postanowiłem nie rezygnować z tego wyzwania. Na początku ból był tak duży, że trudno było oddychać. Teraz jest trochę lepiej. Straciłem dwa ważne tygodnie przygotowań, ale na formę pracowałem długo, więc na pewno coś z niej zostanie. Gdyby mi ktoś dziś powiedział, że mam przebiec 60 czy 70 kilometrów, nie byłoby problemu. W Kanadzie jednak trzeba będzie rywalizować przez 13 dni. Nie wiadomo jak organizm, po takim urazie, będzie się zachowywał, kiedy zmęczenie zacznie się kumulować.

Jako ultramaratończyk wszedł pan do ekskluzywnego klubu 4Deserts, zaliczając w ciągu jednego roku 250-kilometrowe biegi na pustyniach Gobi, Atacamie i w Jordanii oraz występ na Antarktydzie. To nie zaspokoiło, jak widać, pana ambicji, bo zdecydował się pan na wyzwanie z pogranicza szaleństwa…

zz jukon5O takich zawodach odbywających się na kole podbiegunowym pierwszy raz usłyszałem od pewnego Kanadyjczyka właśnie na 4Deserts. Potem dostałem od rodziny pod choinkę książkę „Extreme Running”, w której były przedstawione najtrudniejsze zawody biegowe na poszczególnych kontynentach. Tam przeczytałem o Yukon Arctic Ultra i siedziało to w mojej głowie. Poznałem zasady rywalizacji. Mocno odbiegały od tradycyjnych norm. Zwykle tak długie biegi są podzielone na etapy. Po każdym odcinku czeka jakiś namiot, gdzie można się schronić i odpocząć. W Yukon Arctic zawodnik ma na pokonanie prawie 700-kilometrowej trasy 13 dni. Jak podzieli ją sobie na odcinki, to jego sprawa. Nie ma po drodze limitów czasowych. Oprócz kondycji liczyć się będzie także bardzo umiejętność przetrwania w trudnych warunkach.

Na trasie będą jednak punkty kontrolne, bo organizatorzy muszą czuwać nad przebiegiem rywalizacji i bezpieczeństwem zawodników…

Tak, ale z moich informacji wynika, że będą to jakieś traperskie szopy, a więc trudno o luksusy. O ile wcześniej nie myślałem o korzystaniu z tego typu lokum, to po mojej kontuzji żebra, kto wie, czy nie okaże się to dobrym rozwiązaniem. Zawsze można tam liczyć na jakiś ciepły posiłek. Poza tym są one średnio co 50-60 kilometrów, a więc w przybliżeniu tyle, ile wynosić będzie dzienna norma konieczna do wykonania, by poradzić sobie z wyzwaniem w 13 dni.

Nie będzie problemu z odnalezieniem drogi na tej śnieżnej pustyni?

Generalnie mamy poruszać się wzdłuż rzeki Yukon, przecinając ją kilka razy. Trasa jest szlakiem komunikacyjnym i drogą na której rywalizują też psie zaprzęgi w słynnym wyścigu Yukon Quest Trail. Organizatorzy uczulają wręcz, aby dokładnie dobierać miejsca biwakowe, bo można na przykład w nocy być potrąconym przez śnieżny skuter.Jakąś żywą duszę się po drodze spotka na pewno. Raczej nie będzie natomiast wchodziło w rachubę przemierzanie drogi, ramię w ramię, z innym zawodnikiem. Każdy będzie poruszał się swoim tempem.

zz jukon6W jaki sposób będziecie chronieni na trasie?

Każdy z uczestników Yukon Arctic Ultra będzie miał specjalny nadajnik emitujący sygnał radiowy. Dzięki temu organizatorzy będą w stanie nas odnaleźć, a kibice uzyskają możliwość dokładnego śledzenia rywalizacji na trasie na żywo. Drugie ważne urządzenie, które trzeba mieć to GPS. W razie kłopotów, zgubienia drogi, utraty orientacji w terenie, to po wprowadzeniu współrzędnych, GPS powinien nas pokierować do najbliższego punktu kontrolnego.

Zabezpieczenia są skuteczne, bo na trasie nigdy nie doszło do groźnych zdarzeń…

To prawda – jeśli nie liczyć odmrożeń, które są na porządku dziennym. Tylko raz – w 2007 roku – organizatorzy musieli przerwać rywalizację i ściągać wszystkich z trasy, bo temperatura spadła do minus 63 stopni Celsjusza.

To będzie najbardziej wymagający start spośród wszystkich w pana karierze?

Wszystko na to wskazuje. Podczas pustynnych startów pojawiały się różnego rodzaju zagrożenia, ale żadne nie miało takiego kalibru jak Yukon Arctic.

A ultramaraton na Antarktydzie w ramach 4Deseerts?

Nie ma porównania. Tam biegaliśmy po określonej pętli przez 5-10 godzin i zabierano nas potem na statek do ciepłej kajuty. Temperatura spadała najwyżej kilkanaście stopni poniżej zera. Jedyną trudnością był fakt, że nie wiedzieliśmy ile godzin będziemy biegać każdego dnia. Do pokonania było w sumie 250 kilometrów, jeśli pogoda sprzyjała biegało się dłużej, jeśli warunki nie pozwalały – krócej. Na Jukonie trzeba będzie zadbać o siebie samemu. Należy rozpalić ogień, przygotować posiłek, rozbić obozowisko itp.

zz jukon2Robił pan już jakieś testy przed wylotem do Kanady?

To co mogłem to posprawdzałem, ale sporo sprzętu będę wypożyczał od organizatorów na miejscu, więc wtedy przyjdzie czas na testy. W domu sprawdzałem np. matę na której przyjdzie mi spać. Oceniałem, czy nie straci ona swych właściwości, trzymając ją w zamrażalniku lodówki.

Ma pan w sobie na tyle dużo zdrowego rozsądku, by w tych zawodach nie walczyć za wszelką cenę i wycofać się, gdyby sytuacja tego wymagała?

Uważam, że tak, ale moja żona jest zupełnie innego zdania. Jako dowód przedstawia moje zachowania z poprzednich startów. Twierdzi iż jadąc na ekstremalne ultramaratony obiecywałem, że będę chciał tylko dobiec do mety, a w rzeczywistości ostro walczyłem.

Uczestniczył pan w jakiś groźnych zdarzeniach podczas tych ekstremalnych biegów?

Raczej nie. Kilka razy mocno poturbowałem się spadając z jakiejś wydmy na pustyni. Nieprzyjemnie też wyglądała sytuacja, kiedy w nocy trzeba było przebiegać przez jordańskie wioski. Ludzie dziwnie patrzyli. Pamiętam, że liderka biegu zaczekała nawet na mnie i innych biegaczy, bo nie chciała sama poruszać się w tych okolicznościach. W tamtym regionie trasa wiodła też przez górzysty teren z ostrymi trawersami. Na szczęście pokonywało się ją w ciemnościach. Kiedy w dzień zobaczyłem ten odcinek oniemiałem, bo okazało się, że na skraju drogi zaczynały się urwiska i głębokie przepaście. Nie wiem, czy odważyłbym się przebiec ten etap w dziennym świetle.

Wiele zagrożeń wynika też z kłopotów zdrowotnych, które niemal zawsze pojawiają się w biegach ultramaratońskich…

Odciski i odparzenia na stopach są na porządku dziennym. Pamiętam, że przed najdłuższym, blisko 80-kilometrowym, etapem na Maratonie Piasków miałem tak zniszczone nogi, iż byłem bliski wycofania się. Wtedy przypomniałem sobie, że mam jeszcze środki przeciwbólowe. Kiedy poczułem poprawę, pędziłem do mety, bo bałem się, że  przestaną działać. Po etapie od razu poszedłem do lekarzy, aby opatrzyli mi stopy. Zwykle dla doktora, tego typu urazy, to nie jest powód, żeby zdjąć zawodnika z trasy. Oni zwracają uwagę na ogólną kondycję organizmu biegacza. Interweniują, kiedy pojawiają się stany zapalne, gorączka i inne poważniejsze zagrożenia. Podczas wieloetapówek ultramaratońskich zawsze jakieś urazy i bóle się pojawiają, ale zwykle organizm potrafi sobie z nimi radzić. Ten próg bólu jest wciąż przesuwany. To co wydawało się nie do zniesienia jednego dnia, następnego jest już tolerowane i ta granica bólu idzie do góry.

Jzz jukon4akie największe niebezpieczeństwa czekają na uczestników Yukon Arctic Ultra?

To oczywiście niskie temperatury, wiatr, śnieg. Obserwuję na bieżąco prognozy pogody i pokazują one, że wszystko może zmieniać się niemal z godziny na godzinę. Jednego dnia jest około zera stopni, by następnego temperatura spadła do minus dwudziestu ośmiu. Rozmawiałem z himalaistami i oni przekonują, że odczuwalna różnica między minus 25 stopniami, a minus 40, jest niewielka. Za to uczucie zimna mocno potęguje wiatr. Jeśli będzie wiał, może być naprawdę nieprzyjemnie. Organizatorzy zwracają też uwagę na pękający lód. O dziwo, nic nie mówi się o zagrożeniach ze strony dzikich zwierząt – w każdym bądź razie dubeltówka nie jest wymagana w ramach regulaminowego wyposażenia. Zdaje się, że niedźwiedzi w tamtej okolicy nie ma, a jedynie można spodziewać się spotkania z rosomakiem.

W Yukon Arctic Ultra jest kilka dystansów do wyboru. Nie przyszło panu do głowy, by najpierw wystartować np. w maratonie, albo na 100 mil, a po zdobyciu doświadczeń, porywać się na największe wyzwanie – 430 mil?

W pierwszej chwili tak się stało, ale to był przypadek. W ubiegłym roku prawie zapisałem się na bieg na 300 mil, potem zorientowałem się, że nie jest to najdłuższy dystans i zmieniłem zdanie. Rywalizacja na 430 mil jest rozgrywana co 2 lata, wolałem więc zaczekać i pobiec w 2017 roku na najdłuższej trasie. Wychodzę z założenia, że jak już coś robić to na sto procent. Jak porywać się na jakieś wyzwanie, to to z najwyższej półki.

O powodzeniu w tym wypadku decydować będzie nie tylko kondycja, ale też sprzęt. Zadbał pan o każdy detal?

Mam nadzieję. Zrezygnowałem z namiotu, bo rozkładanie i składanie go w ekstremalnych warunkach będzie stratą czasu. Zamiast niego zaopatrzyłem się w płachtę biwakową. To coś na wzór worka. Będę tam wkładał śpiwór i w nim spał. Ważnym elementem wyposażenia jest kuchenka, palniki, paliwo do tego zestawu. Od tego zależy jak szybko organizowany będzie ciepły posiłek. Całość instalować trzeba będzie w jakiejś śnieżnej jamie, by zapewnić ochronę przed wiatrem. Raczej nie liczę na możliwość palenia ognisk, bo to spore wyzwanie logistyczne, ale w obowiązkowym wyposażeniu jest piła do drewna, więc jak nadarzą się sprzyjające okoliczności, to kto wie…

Yukon Arctic Ultra to jedna z niewielu imprez, gdzie nie wystarczy się zgłosić, żeby wystartować. Organizatorzy starają się dokładnie sprawdzić każdego potencjalnego uczestnika, zanim wyrażą zgodę na jego występ…

Zastanawiałem się jakie CV musi mieć biegacz, żeby zadowolić organizatorów tych zawodów. Oczywiście moje występy w najsłynniejszych wieloetapowych ultramaratonach świata z pewnością miały dla nich jakieś znaczenie, ale wcale nie były najważniejsze. Organizatorzy w indywidualnych rozmowach z kandydatem starają się poznać jego doświadczenie życiowe i wywnioskować, czy potrafi sobie poradzić w niebezpiecznych sytuacjach. Nie bez znaczenia dla nich jest też profil psychologiczny biegacza – wszystko po to, by być pewnym, że w momentach dużego stresu będzie on w stanie podejmować właściwe decyzje. Ja w rozmowie z nimi przekonywałem, że w Polsce zdarzają się temperatury minus 20 stopni Celsjusza, więc nie będzie to dla mnie nic nowego. Słyszałem odpowiedź: „OK, ale wyobraź sobie, że będziesz potwornie zmęczony, będziesz miał w nogach 500 kilometrów, a temperatura spadnie do minus 40. Dasz wtedy radę?”. Organizatorzy starali się za każdym razem jasno przedstawić fakt, że wycofanie się z rywalizacji wcale nie musi automatycznie oznaczać końca wszelkich problemów – wprost przeciwnie. Wzywana przez przez zawodnika pomoc może nadejść nawet po kilku godzinach. Krańcowo wyczerpany człowiek musi wtedy umieć przetrwać.

Koszty ewentualnych interwencji organizatorzy biorą na siebie?

Niezupełnie. Takie rzeczy jak udzielanie pomocy, hospitalizacja czy nagła konieczność transportu są pokrywane z pieniędzy uczestnika biegu, a dokładniej z jego ubezpieczenia. Przed zawodami każdy musi przedstawić polisę ubezpieczeniową, która będzie w stanie pokryć koszty takich zdarzeń.

Aby uniknąć nieprzewidzianych sytuacji organizatorzy przygotowują dla debiutantów obowiązkowe dwudniowe szkolenie…

Pierwszego dnia odbiera się sprzęt i dokładnie poznaje jego działanie. Wiele urządzeń jest wypożyczanych na miejscu dlatego taka procedura jest niezbędna. Drugiego dnia sprawdzane jest posiadanie obowiązkowego wyposażenia – od gwizdka i kompasu, po odpowiedniej jakości śpiwór. Nie ma mowy, żeby biegacz ruszył na trasę np. z byle jakim śpiworem. Potem jeszcze takie wyrywkowe kontrole mogą mieć liderzy na trasie.

Jak znajomi i rodzina zareagowali na pana pomysł startu w Yukon Arctic Ultra?

Żona przyjęła to do wiadomości, ale się z moją decyzją nie zgadza. Niestety tłumaczenie o dobrym przygotowaniu do startu, czy wręcz bagatelizowanie zagrożenia nie mają sensu, bo małżonka jest lekarką i bardzo dobrze wie, co grozi organizmowi ludzkiemu w tak ekstremalnych warunkach. W pracy wszyscy trzymają za mnie kciuki. Szef naszej firmy, który jest Hindusem, przyjechał ostatnio do Europy i się spotkaliśmy. Prosił, żebym jeszcze raz przemyślał całą sprawę. Nie ma już jednak nad czym się zastanawiać.

***

To nie koniec wyczynów Plaków w Kanadzie. Wkrótce inny polski ultramaratończyk Michał Kiełbasiński chce przebiec 1,6 tys. km przez zamarznięte tereny Kanady i USA, a zarobione w trakcie biegu pieniądze przekazać na schroniska dla zwierząt.