Chleba i igrzysk!

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne luty 6, 2017 at 2:13 pm

Wysoki, szczupły, pełen energii, nosi w sobie ducha sportu, o jakim niejeden profesjonalny zawodnik mógłby pomarzyć. Jerzy Dąbrowa od lat nie tylko trenuje różne dyscypliny sportowe, ale swoją pasją próbuje zarazić innych.  Chciał mnie wyciągnąć na basen i siłownię, ale skończyliśmy w pubie przy Burnhamthorpe, gdzie zazwyczaj z kolegami wpada po treningu na piwo i kurze skrzydełka. W badmintona grywa dwa razy w tygodniu, między innymi w siedzibie YMCA przy Square One. Startuje z zawodach pływackich i lekkoatletycznych w klasie Masters. Wytrzymały na długich dystansach, trzydzieści trzy lata po ślubie. Jest głównym motorem napędowym Team Canada – polskiej ekipy z Kanady, co dwa lata biorącej udział w Letnich Światowych Igrzyskach Polonijnych.

20150802_210359

Pochodzi ze Świętokrzyskiego. Skończył Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Kielcach i został na uczelni, jako pracownik inżynieryjno-techniczny zatrudniony przy sprzęcie sportowym. Początkowo nie mógł prowadzić zajęć sportowych, bo ówczesny system wymagał papierów z AWFu. Wykształcenie pedagogiczne nie wystarczało, więc Jurek porobił różne kursy, zdobył uprawnienia i w ten sposób znalazł się w swoim żywiole. Trenował ze studentami narciarstwo, piłkę ręczną, pływanie i lekką atletykę. „Ze sportem miałem do czynienia od zawsze, a przy tym w każdej dyscyplinie umiałem się odnaleźć. Wyrosłem na lekkiej atletyce – to były czasy, kiedy w Polsce ten sport był najłatwiejszy do trenowania, bo nie pociągał za sobą większych inwestycji w sprzęt. Głównie biegałem, ale jak po kilku latach okazało się, że nie osiągam żadnych większych sukcesów, może poza areną świętokrzyską, zabrałem się za dziesięciobój, a na studiach już był i tenis i pływanie, którego właściwie dopiero wtedy się nauczyłem. Kiedy szedłem na uczelnię, to w torbie miałem jedynie trampki i dres, kajety do niczego nie były mi potrzebne, pożerał mnie bakcyl sportu. Dostałem się do sekcji pływackiej, jeździliśmy na uczelniane Mistrzostwa Polski, zacząłem zdobywać jakieś nagrody, obudził się duch rywalizacji. Tak się wkręciłem w to pływanie, że zrobiłem kursy ratownika i instruktora. Podobnie rzecz się miała z narciarstwem, bo WSP w Kielcach była jedyną uczelnią w kraju, która w ramach wychowania fizycznego miała obowiązkowe narciarstwo. Każdy student ma drugim roku musiał skończyć tygodniowy kurs w Bukowinie Tatrzańskiej. Ta umiejętność przydała mi się już po przyjeździe do Kanady, gdzie za namową Jasia Ossowskiego, zrobiłem uprawnienia i uczyłem dzieciaki w Centennial Park przez dziesięć sezonów. Dobra odskocznia od szarej codzienności. Ostatnio wróciłem do narciarstwa biegowego, które trenowałem jeszcze w Polsce.” – Jurkowi, za każdym razem, gdy opowiada o sporcie, zapala się w oczach żywa, jaskrawa iskierka pasji. W 1984 roku wziął udział w pierwszym organizowanym w kraju triatlonie. Za ocean wyjechał w 89’, na rok, zarobkowo. Nie planował emigracji, ale ostatecznie zmiany systemowe nie zostawiły mu innej opcji. „Sytuacja była taka, że nie mieliśmy szans na mieszkanie, czas oczekiwania według listy petentów wyliczono mi na około dwadzieścia pięć lat. Mieszkałem wtedy z żoną i dwójką małych dzieci w akademiku, w mieszkaniu służbowym. Po 89’ w Polsce zaczęły się zmiany ustrojowe, różne kombinacje, przeniesiono nas do mieszkania w hotelu asystenckim w bloku, a kiedy byłem w Kanadzie, pojawiła się opcja wykupienia tego mieszkania na własność. Takie mi koledzy z „Solidarności” w międzyczasie doprawili uszy, że po powrocie do Kielc dowiedziałem się, że ponoć donosiłem i praktycznie zostałem spalony. Kiedy przyszedłem na uczelnię, nowy rektor z nowego rozdania, po moich dziesięciu latach pracy, zapytał: „A kim pan jest?” – Zrozumiałem, że została mi jedynie Kanada. Z ciekawości sprawdzam teraz, po latach, w krakowskim IPNie, kto mnie tak pięknie wtedy wykolegował.”

Lato 2017 Polska 422

Po przyjeździe do Kanady trafił do branży budowlanej, o której nie miał początkowo pojęcia. Zagryzł zęby, z czasem nabył umiejętności i doświadczenia, i tak zostało. Dziś prowadzi własną firmę malarską, a praca sprawia mu pewną przyjemność. Twierdzi, że na dobre mu w sumie z tą emigracją wyszło. Nie myśli o zmianach, bo po co zmieniać coś, co się zna, co przynosi stały dochód i daje satysfakcję. Czasami go korci, przychodzą do głowy nowe pomysły, ale ma wyrobioną markę, dobre kontrakty u Włochów w Woodbridge i Kleinburgu (jako jedyny niewłoski podwykonawca spoza środowiska), rynek nieruchomości kwitnie, pracy nie brakuje. W mafijne środowisko włoskich elit nie było łatwo się dostać, zaczynał od małych kroków – konkurencyjne, niskie ceny, dobra jakość -, a kiedy już zyskał zaufanie i zaczęły napływać zlecenia, powoli podnosił ceny, aż doszedł do ogólnie przyjętych standardów. Trenować zaczął dla siebie, dla higieny psychicznej. Kiedy świat wchodził w erę internetu, Jurek dowiedział się o istnieniu Światowych Igrzysk Polonijnych. Był 2005. Pojechał do Warszawy, poznał fajnych ludzi. Z Piotrem Lachem złapali haczyk i obaj wciągnęli się w organizację polsko-kanadyjskiej ekipy. Dwa lata później zawody odbyły się w Słupsku, a potem poszło już z górki. Powstał Team Canada, zespół, w ramach którego na sportowe zmagania letnie wyjeżdża z Kanady ponad dwustu zawodników, biorących udział w najróżniejszych konkurencjach. „Nasza działalność polega na tym, żeby dotrzeć do jak największej grupy osób, które mogą być zainteresowane udziałem w Olimpiadzie. Nie zajmujemy się żadnym wyszkoleniem sportowym” – opowiada Jurek. „Najbardziej zależy nam na młodzieży polskiego pochodzenia. Jesteśmy nastawieni głównie na dyscypliny indywidualne. Chcemy przybliżyć ludziom ideę Igrzysk, gdzie sport w rzeczywistości jest nośnikiem wszystkich innych aspektów – towarzyskich, kulturowych czy poznawczych. Ma przywrócić Polaków emigrantów na łono Ojczyzny, pomóc młodym ludziom, tym którzy urodzili się już poza Polską, zrozumieć skąd pochodzą, gdzie sięgają ich korzenie, nauczyć się Polski na własnych doświadczeniach. Zmaganiom sportowym towarzyszą zawsze imprezy kulturalne i turystyczne, promujące piękno danego regionu. Oczywiście pojawia się wątek rywalizacji, bo po co jechać na zawody, jeśli nie ma ducha walki i woli wygranej, ale to właściwie cała otoczka imprezy robi niesamowity klimat. Otwarcie i zamknięcie Igrzysk przeprowadzane jest zawsze z odpowiednią pompą, pali się znicz olimpijski, relację transmituje TV Polonia, a zawodnicy zjeżdżają się ze wszystkich stron świata, łącznie z Australią czy krajami Ameryki Południowej. Walczymy o medale w swoich grupach wiekowych i nawet najstarsi mają szansę na złoto, w szachach chociażby. Mamy trochę sukcesów na koncie Team Canada, głównie za sprawą młodych zawodników, którzy trenują na co dzień w kadrach kanadyjskich. Takie złoto zdobyte na Igrzyskach Polonijnych to duży zastrzyk energii i wiary w siebie – na poważnej imprezie, jak Mistrzostwa Świata, niełatwo wywalczyć medal, tu zawodowcom znacznie łatwiej to przychodzi. Dobrym przykładem jest Justin Kiedrzyn z Vancouver, który był z nami w Polsce dwa razy, a w zeszłym roku walczył o wejście z kadry kanadyjskiej na Olimpiadę w Rio. Mamy też cały zespół ludzi, którzy pomagają nam werbować młodych zawodników, propagować tę ideę, docierać z informacją do szerszego grona. We Wrocławiu mieliśmy około trzystu osób, z czego około 220 startowało w zawodach. W tegorocznych Igrzyskach startować może praktycznie każdy, tak zawodowiec jak amator, kto zgłosi się i zarejestruje do końca maja 2017. Koszty to w zasadzie tylko bilet lotniczy, bo na miejscu, choć sami pokrywamy zakwaterowanie i wyżywienie, wydatki są minimalne, rzędu 30 CAD za dzień, plus jakieś kieszonkowe. Igrzyska trwają tydzień, atmosfera jest niezapomniana. W lipcu spotykamy się w Toruniu.” Jurek startuje głównie w pływaniu, lekkiej atletyce, badmintonie i siatkówce plażowej. Przywiózł do domu kilka medali. Przygotowaniom do wyjazdu towarzyszą różne imprezy, jak chociażby doroczny piknik sportowy w Parku Paderewskiego organizowany w Dniu Dziecka czy bale sportowe. Chłopaki z Team Canada próbują także pozyskać sponsorów, aby pokryć część kosztów związanymi ze sportowymi ciuchami dla zawodników, czy częściowym sfinansowaniem opłat za przelot dla młodzieży w trudniejszej sytuacji materialnej. Podczas Igrzysk organizują także Canada Day – jest grill, smalec, kaszanka i integracja z zaproszonymi gośćmi – przy okazji imprezy sprzedają (za datki do puszki) przywiezione gadżety, a zebrane pieniądze przekazują na cele charytatywne.

Lato 2017 Polska 401

W zeszłym roku Jurek Dąbrowa pierwszy raz pojechał na zimową edycję Igrzysk, których organizację także prawdopodobnie przejmie. I dobrze, bo ma do tego smykałkę. Inspiruje, mobilizuje, namawia – nie tylko do zdrowej, sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim do powrotów do Ojczyzny, poznawania jej na nowo i propagowania Polski w środowisku kanadyjskim, jako kraju przyjaznego, pięknego i wartego odwiedzenia.

Kaja Cyganik

DSC_0176 DSC_0655 (2) IMG_3875