Orzeł bo Reszka

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne marz 12, 2017 at 9:22 pm

Wielki miłośnik rock’n’rolla o duszy prawdziwie hippisowskiej, wieloletni manager Perfectu, propagator polskiej kultury na emigracji, a przy tym grafik komputerowy, przez dwadzieścia lat projektujący dla polonijnych biznesów – Seweryn Reszka w emigracyjnym konfesjonale.

unnamed (1web)Pochodzi ze stolicy, gdzie ukończył jedno z najlepszych warszawskich liceów im. Tadeusza Rejtana. Na studia poszedł na matematykę z informatyką, bo uważał, że wszystkie inne kierunki są skażone przez komunizm. Z systemem walczył zaciekle, zdarzyło mu się w złości wyrzucić telewizor z dziewiątego piętra, kiedy nadawano relację ze spotkania Rakowskiego ze Stoczniowcami. Po trzecim roku, szukając możliwości zarobku, pojechał jako pracownik techniczny w trasę z Haliną Frąckowiak i nigdy już z tej trasy na studia nie wrócił. Matematyka przegrała z jego największą miłością – miłością do rock’n’rolla. Środowisko muzyczne znał już wtedy dosyć dobrze, był stałym bywalcem Klubu Medyk, przyjaźnił się ze wschodzącymi gwiazdami sceny rockowej. Sam, jeszcze liceum, był frontmanem zespołu „Pięciu ludzi z trawką”, ciągnęło go jednak bardziej w stronę organizacji imprez i menadżerki. W branży muzycznej zaczynał od najprostszych stanowisk – ustawiał reflektory, nosił skrzynki, podłączał aparaturę, później awansował na szefa ekipy technicznej, aż do właściciela agencji koncertowej i producenta płyt. Zawodu nauczył się przy Krzysztofie Krawczyku, którego ówczesny manager sporo pił, zawalał sprawy i terminy, cała odpowiedzialność, oparta o sztywne zasady systemu Polski Ludowej, spadała na plecy Seweryna. Szlify zdobywał także w trasach koncertowych Andrzeja Rosiewicza. W ’79 wyjechał do ciotki do Nowego Jorku. Mógł zostać, wrócił, oskarżono go o współpracę z CIA, odmówiono ponownego wydania paszportu, a kiedy taka możliwość w końcu się pojawiła – ogłoszono stan wojenny. Może i dobrze się stało, bo gdyby Seweryn został w USA, jego życie zapewne potoczyłoby się zupełnie inaczej. Tymczasem utknął w Polsce na kolejnych 10 lat.

W 1980 powstał Perfect. Zbyszka Hołdysa już znał z „Medyka”, bo łączyła ich miłość do rock’n’rolla, nienawiść do komuny i uwielbienie dla spożycia napojów wyskokowych, w naturalny sposób został więc managerem zespołu. Między ‘83 (rozpad Perfectu) a’ 87 (reaktywacja Perfectu) pracował w firmie fonograficznej Polton, organizował koncerty innym grupom, festiwale w Jarocinie i Opolu, był odpowiedzialny za największy projekt muzyczny końca lat 80. – Krajową Scenę Młodzieżową, w ramach której odbywały się imprezy w klubach i halach sportowych w całym kraju, został niezależnym producentem. Po ’89 branża muzyczna się załamała, koncerty nie szły, wytwórnie wpadły w panikę, wycofały się z kontraktów, przepadło zainwestowanych w dwie płyty dziesięć tysięcy dolarów, za które wtedy, w Warszawie, można było kupić dwa mieszkania. Załamało się mu się też życie – szukając ukojenia po rozwodzie (i możliwości odrobienia strat finansowych) trafił do swojego wujka w Kanadzie. Na chwilę. Tę, w której na jakiejś imprezie poznał Ewę, swoją obecną żonę, prowadzącą wtedy pizzerię „2+1”. Na stałe emigrować nie planował – w Polsce otwierały się nowe perspektywy, przed wyjazdem pracował w sztabie „Solidarności”, po obaleniu komuny zaproponowano mu wysokie stanowisko w nowo utworzonym Ministerstwie Kultury i Sztuki oraz w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym. Ale, jak to często w życiu bywa, los zdecydował inaczej.

Ewa załatwiła mu pracę w „Pizza Pizza”, gdzie jako kierowca jeździł wtedy Marek Kornaś. Po znajomości dostał też fuchę dystrybutora „Globe and Mail”. Pracował nocami, rozwożąc gazety i pizzę, miesięcznie zarabiał 2500 dolarów na rękę, zamieszkał z Ewą i prawie dwa lata czekał na papiery. Pierwszym własnym biznesem z prawdziwego zdarzenia był Klub Polskiej Płyty Kompaktowej, w ramach którego Seweryn sprowadzał do Kanady CDs z polską muzyką i sprzedawał wysyłkowo. Przydały się też trzy lata studiów matematycznych, bo szybko nauczył się AutoCADu, poznał tajniki grafiki komputerowej – „W tamtych czasach nie było łatwo emigrantowi znaleźć dobrą pracę. Wiele firm wolało zatrudnić mniej doświadczonego, słabiej obeznanego w temacie Kanadyjczyka, niż emigranta. Przyjeżdżając miałem 36 lat, za późno było na college, czy uniwersytet. Pokończyłem różne kursy z zarządzania, marketingu, obsługi klienta, nawet ESL. Tak się zdarzyło, że Marek (Kornaś) otwierał właśnie drukarnię. Pracowałem u niego przez rok, ucząc się innych programów komputerowych, ale to były ledwo początki Nova Printing, mało zleceń, mały ruch. Poznałem przypadkiem Leszka Szczurka, bardzo zdolnego grafika po ASP, który wygrał m.in. konkurs na logo Programu III Polskiego Radia, miał wspaniałe portfolio, i tak mnie jakoś zainspirował, że postanowiłem założyć własną firmę – Smart Design. Pożyczyłem trochę kasy, zainwestowałem w sprzęt, zaczęliśmy współpracować, ale ostatecznie nic z tej współpracy nie wyszło i przeniosłem się z powrotem do Marka, z którym spędziłem osiemnaście lat. Firmę zamknąłem niedawno, po dwudziestu latach projektowania grafiki – robiłem layout pięciu różnych magazynów – „W Drodze” dla truckerów, „Zdrowy Styl”, wydawnictwa żeglarskie, periodyki dla inżynierów, a obok tego reklamy dla polskich firm, plakaty imprez – trochę się pozbierało przez te lata. W międzyczasie skończyłem, dzięki rządowej dotacji, kursy z magazine design na Ryerson University. Dużo się w tej pracy nauczyłem, ale przede wszystkim poznałem ludzi. Dzięki czasopismom żeglarskim wszedłem w to środowisko i miałem okazję popłynąć w kilka rejsów – na Bahamas czy wokół Wysp Dziewiczych” – wspomina rozwój kariery zawodowej Seweryn.

Z wolnym czasie, który daje wolny zawód, współtworzył organizację kulturalno-polityczną „Polonia Przyszłości” przy gazecie Zbigniewa Bełza, która m.in. miała promować polskich kandydatów w wyborach samorządowych w Ontario. Organizacja padła jako jedna z ofiar słynnej afery Trust vs Credit Union. Seweryn do dziś ubolewa nad brakiem jedności i wspierania „swoich” w Polonii, nad podziałami, nad marazmem, niemocą i kompletną ignorancją polonijnych organizacji – cechuje go odwaga, nabyta w czasach komuny, która pozwala mu głośno, wyraźnie i bez żenady wyrażać własne poglądy polityczne, także w mediach. Bywał stałym gościem w programach telewizyjnych Wojciecha Śniegowskiego, prowadził audycje radiowe (tak polityczne, jak i muzyczne), a za wyraziste poglądy, zupełnie poza mainstreamowe, zbiera baty do dziś, tyle że w mediach społecznościowych. – „W Polsce miałem do czynienia z elitami artystycznymi, tu można mówić o elitach głównie finansowych. Jest kilka osób na wysokim poziomie które znam, ale to rodzynki” – przyznaje. – „Dziś dużo daje mi internet, dzięki Facebookowi odnowiłem znajomości z Polski, mam stały dostęp do informacji, mogę prowadzić dyskusje z kolegami z branży muzycznej i nie tylko”. Kanadę docenia za piękno i legalną marihuanę – „Był taki zwyczaj, że w soboty spotykałem się ze starymi kumplami hippisami, fanatykami rocka, przypalaliśmy jointa, puszczaliśmy sobie koncert Led Zepplin z ’73 w Royal Albert Hall w Londynie i byliśmy happy. Przeżyłem pięknie te 27 lat, które tu jestem, zwiedziłem Ontario, Zachodnią Kanadę i ładny kawałek świata.” Od piętnastu lat zamiast wódki i whisky woli… dobre, czerwone wino, którego w PRL-u nie było.

Obok polityki i podróży Seweryn najmocniej zaangażował się jednak w kulturę. Od dwudziestu lat jest projektantem graficznym i jednym ze sponsorów „Kabaretu Pod Bańką”, a wykorzystując swoje piętnastoletnie doświadczenie managerskie z Polski, zaangażował się z Markiem Kornasiem w organizację koncertów. W 1993 prowadził transkanadyjską trasę Budki Suflera, która zagrała 11 koncertów od Toronto po Vancouver, a zapraszając na występy Perfect, reaktywował ponownie do życia zespół, który, już bez Hołdysa, gra po dziś dzień. Dwa lata pracował nad książką o historii tej kapeli, projekt ukradł mu współpracujący ghost writer – „Namawiają mnie, żebym napisał drugą, tylko swoją, ale dziś wszyscy piszą, a nikt nie czyta, poza tym są sprawy, o których pisać nie wypada, bo to, co działo się w trasach koncertowych, niekoniecznie powinno wychodzić na światło dzienne”. Dziś trochę żałuje, że po przylocie do Kanady nie próbował wejść w środowisko muzyczne, nie kontynuował kariery managerskiej. Nadal robi grafikę, tyle, że z domu, gdzie prowadzi swoją Zecernię. Ewa od lat pracuje jako pielęgniarka. „Skończyła nawet kurs psychiatryczny i geriatryczny, pewnie ze względu ma mnie” – wiem, że Seweryn żartuje, bo wciąż ma głowę pełną odważnych, oryginalnych pomysłów i wcale nie zamierza osiadać na laurach.

Historie Seweryna i polskiego rock’n’rolla znajdziecie na: http://perfectrockband.pl/tak-to-bylo-moje-pisanie/

Kaja Cyganik

Jeśli chcesz opowiedzieć nam o własnych przygodach emigracyjnych skontaktuj się ze mną e-mailowo: [email protected]

unnamed (2web)