Katarzyna Łozińska – Olejowa Królowa

Polacy w Kanadzie Zapiski emigracyjne kwie 4, 2017 at 9:00 pm

Silna, obrotna, pełna energii. Typ przywódcy. Jak sama przyznaje – zadeklarowana pracoholiczka. Czasami  brakuje jej doby. Katarzyna Łozińska w Polsce zbudowała dużą, liczącą się firmę. W Kanadzie zaczynała od zera. To dzięki niej mamy na półkach olej lniany Novalin.

Pierwszym własnym biznesem zajęła się jeszcze podczas studiów farmaceutycznych na Akademii Medycznej we Wrocławiu, zaraz na początku lat ‘90. Dwa lata później była wspólnikiem w firmie, w której w zasadzie zaczynała od sprzątania. Jako specjalista farmacji opracowała około stu receptur suplementów, wprowadziła także na polski rynek olej lniany w diecie dr Budwig. „Kończyłam studia w dobie, gdy twierdzono, że tłuszcze są złe i szkodliwe, w związku z tym zbyt wiele w tym temacie nam nie wykładano. Całą tę wiedzę zdobywałam sama, a olej lniany przekonał mnie ostatecznie do medycyny naturalnej – wcześniej, jako farmaceuta chemiczny, opierałam się głównie na lekach syntetycznych. – Kasia zaczyna swoją opowieść, głaszcząc kudłatą suczkę Kaję, która dostała na ostatnie, okrągłe urodziny. – „W 2003, kiedy byłam na życiowym zakręcie, otrzymałam propozycję współpracy w małej, początkującej firmie (zatrudniającej dwóch pracowników), która chciała produkować oleje dla przemysłu farmaceutycznego. Lubię wyzwania, więc propozycję przyjęłam. Pierwszego dnia, ledwo zaczęłam pracę i jedyne co wiedziałam o tym miejscu to, że jest to tłocznia olei, odebrałam telefon, który, jak się potem miało okazać , zmienił w moim życiu bardzo dużo. Dzwonił Bruno Siemieniuk z Konstancina-Jeziornej pod Warszawą, trzydziestoparoletni chłopak ciężko chory na raka, z prośbą o wytłoczenie siedmiu litrów oleju lnianego, o którego antyrakowych właściwościach bardzo dużo wiedział. Obiecałam mu, że jasne, jak najbardziej, zamówienie zostanie wykonane. Po odłożeniu słuchawki uświadomiłam sobie, jakiej skali problem wzięłam na swoje barki. Potrzebne były specjalne nasiona odpowiedniej czystości, specjalny proces tłoczenia, zupełnie odbiegających od standardowych sposobów, uruchomienie całego procesu produkcji, ale słowo się rzekło. Po trzech tygodniach udało mi się wszystko zorganizować, Bruno dostał swój olej lniany, poszła fama i do firmy zaczęły napływać kolejne zamówienia. Właściciele tłoczni pozwolili mi zajmować się produkcją po godzinach pracy, co sprowadziło się do tego, że pracowałam 24 godzin na dobę – dwanaście na swoim zwykłym stanowisku, a drugie dwanaście nadzorując powstawanie i dystrybucję oleju lnianego.” – wspomina.

17571386_1341359402609937_1588070942_oPo mniej więcej półrocznej harówie okazało się, że to właśnie olej lniany przynosi firmie największe zyski i Kaśka dostała zielone światło na przereorganizowanie i rozwinięcie linii produkcyjnej. Dziennie odbierała setki telefonów od pacjentów szukających ratunku, przyszło więc jej do głowy, żeby zacząć prowadzić wykłady i seminaria naukowe. Na pierwszy wykład, odbywający się w Warszawie, przyszedł Bruno Siemieniuk. Opowiedział swoją historię walki z rakiem. Walki, którą wygrał. Kolejne wykłady Kaśka prowadziła już dla lekarzy, farmaceutów i branżowych biznesmenów. Dziś olej lniany dostępny jest w Polsce w każdej aptece, wrocławska firma Oleofarm rozrosła się do rozmiarów największych producenta w kraju, Kasia została jej wieloletnim dyrektorem generalnym, a w temacie dobroczynnego oleju ma otwarty przewód doktorski. Wydeptała kilka ścieżek w Ministerstwie Zdrowia, dzięki jej inicjatywie z aptek zniknęły szyby oddzielające pacjentów i magistrów farmacji.
Skąd więc ta cała Kanada? – „To był totalny sponton” – przyznaje z uśmiechem. Lubiła się uczyć, więc po farmacji, poszła na studia podyplomowe z biznesu. Chciała sprawdzić czy wiedza nabyta na własnych doświadczeniach pokrywa się z tą naukową. Wybrałam MBA w Polsko-Amerykańskiej Wyższej Szkole Biznesu. Wśród ludzi z wielu różnych dziedzin znalazła się jedna bratnia dusza, lekarz, z którym, ze względu na wspólne zainteresowania, szybko się zaprzyjaźniła. Był październik 2010, skończyli studia, odebrali dyplomy i wydawać by się mogło, że kolejny etap w życiu właśnie dobiegł końca, gdy pewnego dnia kolega zadzwonił z nieoczekiwaną propozycją wspólnego wyjazdu do Kanady. Nie chciał by przepadł bilet, wykupiony dużo wcześniej dla córki, która akurat zdawała próbną maturę i lecieć nie mogła, a zmiana nazwiska na rezerwacji nie była aż tak kosztowna. Kasia spakowała walizkę, wzięła pierwszy w życiu urlop i w na dziewięć dni wyjechała do Kanady. Poznała nowych ludzi, nawiązała kontakty, zrodziła się myśl o otwarciu firmy po drugiej stronie oceanu. Wróciła do Wrocławia, sprzedała samochód, mieszkanie, cały dobytek i dwa miesiące później, stawiając wszystko na jedną kartę, bez języka, za to pełna optymizmu i energii, ponownie wylądowała w Toronto. W styczniu br. minęło sześć lat nowego życia w Kanadzie, a otwarty zaraz po przyjeździe „biznes olejowy” działa do dziś, choć po drodze Kasia odebrała kilka ciężkich, emigracyjnych lekcji. „Nigdy nie planowałam wyjazdu z Polski, ale z drugiej strony też nigdy nie nadawałam się do gabinetów, sekretarek, sal konferencyjnych, szpileczek, teczuszek i garniturków. Lubię coś tworzyć, potrzebuję nowych wyzwań. Potrafię się odnaleźć w każdej sytuacji. Dwa miesiące po przyjeździe, w marcu 2011 miałam już swój produkt na półkach, opatrzony, jak trzeba, numerem NPN (Natural Product Number wymagany przez Health Canada dla wprowadzanych na rynek nowych suplementów diety), choć właścicielka jednej z popularnych polskich aptek, do której skierowałam pierwsze kroki, usilnie próbowała mnie zniechęcić i wybić mi ten pomysł z głowy. Gdybym była mniej odporna, mniej pewna siebie, nic bym tu nie osiągnęła. Negacja, z jaką spotkałam się w tutejszym polskim środowisku farmaceutycznym, była porażająca, a jednak udowodniłam, że jak się chce, to można. Jak się dziś wiedzie? Raz lepiej, raz gorzej. Nie lubię narzekać, wolę działać, cieszę się tym, co mam. Nie zarzekam się, że zostanę na zawsze, ale na razie nie planuję powrotu. Jest mi o tyle łatwiej, że nie spaliłam za sobą żadnych mostów, z moim zawodem wszystkie drzwi mam w Polsce otwarte… tyle, że powrót byłby w pewnym sensie porażką. Nie chcę się cofać, wolę drzeć do przodu. Ludzie się dziwią, bo nadal nie zarabiam tu tyle, ile zarabiałam we Wrocławiu. Problem polega na tym, że od samego początku obracam się tylko w środowisku polonijnym, ciężko jest się przebić dalej. Zainwestowałam tu wszystkie oszczędności, ale na drodze do szybszego sukcesu stanęło nam Revenue Canada, które nie oddało na czas HST . Mieliśmy cztery audyty, które niczego nie wykazały, bo działalność prowadzimy zgodnie z zasadami, ale straciliśmy płynność finansową. Wszystko dzięki pracującej z CRA Polce…, która niestety zmieniła mój obraz i dobre zdanie o Polonii, które przywiozłam z Polski. Cała ta sytuacja doprowadziła do momentu, w którym (o czym w sumie nigdy nikomu nie mówiłam) przez kilka dni nie miałam grosza w portfelu i nie miałam co jeść. Nie lubię się poddawać. Poszłam do firmy sprzątającej, w której nota bene jako manager pracuję do dziś, bo przecież musiałam z czegoś żyć. CRA oddała nam zaległe HST po półtora roku, szczerze mówiąc – dzięki interwencji naszego posła, Władysława Lizonia; jednak odbudować biznes było niezmiernie trudno”.

Dziś Kaśka pracuje na dwa etaty. Codziennie od 5am do późnego wieczora. W firmie sprzątającej jest jak człowiek orkiestra, odpowiedzialny za całą logistykę, organizację pracy i rozliczenia. W międzyczasie, przy pomocy nowego inwestora i nowych dystrybutorów, reaktywuje „biznes olejowy” i planuje wprowadzenie na rynek kanadyjski kolejnych produktów Oleofarmu, między innymi opartego na oleju lnianym i własnej, autorskiej recepturze, naturalnego preparatu zwalczającego objawy menopauzy. Uwielbia rozmawiać z ludźmi. Żeby utrzymać bezpośredni kontakt z pacjentami, poznać lepiej angielski i specyfikę pracy, dyżuruje w każdą środę od 5-8pm, we wszystkie niedziele i dwie soboty w miesiącu w Herbal Village (Starsky 2). Wbrew pozorom na wszystko znajduje czas – na odpoczynek, choć pracuje siedem dni w tygodniu, na spacery z psem, choć wstaje o 4 rano, na kontakty towarzyskie, choć nieraz do późna siedzi przy komputerze. Kwestia dobrej organizacji. „Jeśli się robi to, co się lubi, to praca jest przyjemnością i odpoczynkiem, a nie karą” – przyznaje. Jest uparta, nie wierzy w uczciwe i szybkie dorobienie się, wie, że start od zera w nowym kraju wymaga czasu i poświęcenia. I choć czasami przychodzą chwile zwątpienia, jest przekonana, że jeszcze wyjdzie na swoje. Marzy o własnej aptece z prawdziwego zdarzenia, gdzie ważny jest pacjent, a nie jego recepta. Czeka ją jeszcze nostryfikacja dyplomu, której nie mogła przeprowadzić na wizie biznesowej, a którą w końcu umożliwia otrzymany niedawno stały pobyt. Szlifuje angielski. Przestała się dziwić porannym kolejkom na drive thru w Tim Hortons, machnęła ręką na architektoniczny nieład, uwielbia kanadyjskie przestrzenie, autostrady i codzienny luz. Wciąż najtrudniej jej pojąć i zaakceptować zawiść, donosicielstwo i brak jedności między rodakami. Ostatnio zaczęła także zastanawiać się nad karierą polityczną. Kto wie, może któregoś dnia zostanie posłem albo ministrem zdrowia, nie raz już udowodniła przecież sobie i światu, że chcieć to móc.

Kaja Cyganik

17547263_1341359822609895_1219062941_o