Maggie Habieda – Piękno, nosisz je w sobie

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne kwie 21, 2017 at 9:01 pm

Za siedmioma  górami, za siedmioma rzekami, w małej wiosce w samym sercu Europy żyła sobie mała dziewczynka, która marzyła o świecie księżniczek i piękna. Zamiast dwóch wrednych sióstr miała siedmioro kochanego rodzeństwa, zamiast matki chrzestnej dobrej wróżki – ogrom dziecięcej wiary w niemożliwe, determinacji i uporu. A co najważniejsze – nigdy nie chodziło o księcia, ale o własne marzenia.

unnamed (2)Swojej młodości w Polsce Maggie Habieda nie wspomina ze szczególnym sentymentem. Szary świat, duża, niezamożna wcale rodzina, brak perspektyw i towarzyszące jej od najmłodszych lat poczucie inności, wyobcowania. Od smutku ratowały ją ucieczki w świat wyobraźni, gdzie pudełko kolorowych kredek pozwalało tworzyć barwny świat szczęśliwych, pełnych radości życia księżniczek o pszenicznych włosach i jasnych, pełnych światła oczach. Piękne panny nie fascynowały jej jednak ze względu na urodę, bogactwo i dostojeństwo – były zaprzeczeniem szarości, dawały nadzieję, że ona, ta szara dziewczynka z szarej mieściny, lubiąca godzinami gapić się na chmury, ma szansę na życie pełne przygód, samospełnienie i niczym nieskrępowaną twórczość.

Mała Gosia wiedziała, że jedyną ścieżką, którą chciałaby podążać, była sztuka. Zauważony przez jedną z nauczycielek w podstawówce talent nie wystarczył jednak w komunistycznej Polsce by dostać się do szkoły plastycznej. Bieda, brak odpowiedniego pochodzenia i kontaktów równo podcinały skrzydła – próbowała dwukrotnie, dwukrotnie się nie udało. Poszła do zwykłego ogólniaka, zastanawiając się nieustannie którędy dostać się do wymarzonego świata sztuki. Z pomocą przyszła babcia, która od lat mieszkała w Kanadzie i łut szczęścia, bo otrzymać wizę nie było wtedy łatwo. Kiedy szesnastoletnia Gosia wylądowała po drugiej stronie oceanu zrozumiała niemal natychmiast, że nigdy nie wróci. Świat po przeciwnej stronie lustra okazał się znacznie bardziej przyjazny, otwarty i sprzyjający realizacji marzeń. „Pokochałam ten kraj od samego początku. Wiedziałam, że nie mam do czego wracać, chociaż przestrzegano mnie: będziesz tęsknić do rodziców, nie znasz języka, za tydzień będziesz z powrotem. To, że nie zostałam przyjęta do szkoły plastycznej wzbudziło we mnie bardzo duży gniew, bunt i niezgodę na społeczną niesprawiedliwość, dając jednocześnie pewność, że powrotu nie będzie. Zaczęłam uczyć się języka i kiedy nadarzyła się pierwsza możliwa okazja – poszłam do szkoły. Kanada dała mi wszystko, czego chciałam – możliwość studiowania sztuki bez poczucia bycia dyskryminowanym ze względu na pochodzenie czy sytuację materialną. I wiarę w to, że wszystko jest możliwe, choć czasami trzeba przeć pod prąd by osiągnąć, czego się pragnie. Wracam czasami do Polski, odwiedzam rodzinę, nie mam sentymentów, ale cały mój żal dawno wypłowiał i zgasł”.

Ontario College of Art and Design (OCAD) skończyła z wyróżnieniem w klasie Commercial Arts, jako ilustratorka książek dla dzieci. Uwielbiała malarstwo i rysunek, chcąc jednak żyć ze sztuki, a nie traktować ją jak hobby, na które zawsze brakuje czasu, poszła w kierunku projektowania i fotografii – tak powstało „Moments by Maggie”. Zaczynała od ślubów, gdzie postać prawdziwej księżniczki odnalazła w pięknie panny młodej. Szczególnie upodobała sobie baśniową atmosferę ślubów hinduskich, na których budowała swój niepowtarzalny, lekko oniryczny, tajemniczy i niepowtarzalny styl. Łączy klasykę z nowoczesnością, kładzie nacisk na blask i urok osobisty.

unnamedSiedem lat temu kupiła na własność nowo oddany, zupełnie pusty unit na plazie w Oakville. Kiedy wszyscy inni fotograficy zamykali swoje studia i przenosili pracę do domu, ona postanowiła stworzyć „Fotografia Boutique” – miejsce, które pozwoli jej kreować magiczne światy księżniczek, produkować dużych rozmiarów wydruki na płótnie, przyjmować klientów i gości. Projektowała, budowała i urządzała od zera. „Zwariowałaś. Nic z tego nie będzie. Ten pomysł nie ma szans na realizację” – sceptycy wychodzili z siebie, by odwieźć ją od tego zamysłu. Z negatywizmem otoczenia wygrała potrzeba własnej przestrzeni, tak do pracy twórczej, jak i wystawiania własnych prac. Kiedy zrozumiała, że nie tylko ulotna, jednodniowa panna młoda, ale każda kobieta, każdego dnia jest księżniczką w swoim świecie i tak też powinna być traktowana – odeszła od fotografii ślubnej i skoncentrowała się na portretach. „Niezależnie od wieku, płci, rasy, zawodu – każdy ma prawo czuć się jak milion dolarów, każdy jest wyjątkowy. Zaczęłam promować tę ideę. Czasami wystarczy wyłuskać ukryty wdzięk, podkreślić piękno, uświadomić ludziom, jak wiele pozytywny wizerunek może zmienić w ich życiu i karierze. Wygląd, w sensie zrozumienia, akceptacji własnego piękna i odmienności, jest niezwykle ważny. Dlatego zajęłam się także profesjonalną fotografią biznesową.” Kiedy Maggie opowiada o swoim życiu i pasji fotografowania, trudno uwierzyć, jak wielką transformację przeszła – od nieśmiałej, zastraszonej, rumieniącej się z byle powodu dziewczyny do pewnej siebie i pełnej wiary, silnej, pełnej pozytywnej, twórczej energii kobiety, matki dwojga nastoletnich dzieci. Na imprezach zawsze pierwsza wyciąga rękę do nieśmiałych osób, podchodzi, zaczyna rozmowę. „Siłę znalazłam w kreatywności. Wiedziałam, że nie mogę żyć bez sztuki, nie poddałam się nigdy smutkowi i depresji, tworząc zapominam o całym świecie, sztuka to nie tylko mój biznes i sposób na życie, to moja strefa komfortu. Energia nieustannie krąży – jeśli dajesz dobro, to dobro do Ciebie wróci. Od początku traktowałam to studio, jak swoje trzecie dziecko. Każda matka zrobi dla dziecka wszystko, co tylko może, żeby dobrze się rozwijało i rosło, wiedziałam, że nie mogę zawieźć”.

unnamed (3)W 2013 wymyśliła „Colours of Love” – cykliczną imprezę muzyczną łączącą kultury, nacje i style – zbudowaną na osobistych, ciepłych relacjach z wykonawcami. „W pewnym sensie odnalazłam swoją misję we wspieraniu sztuki i artystów, sprawia mi radość dawanie tego, czego sama nigdy nie dostałam, bo wiem jak istotna i motywująca jest taka pomoc. Nie widzę nic niewłaściwego w popieraniu artystów takich jak Masters czy Ivan Komarenko – to wrażliwi, kreatywni, wartościowi ludzie. Wszyscy się świetnie bawią przy ich piosenkach, każdy zanuci refren, metka „disco-polo” nic tu nie znaczy. Powinniśmy wszyscy szerzej otworzyć serca i umysły. Przed przyjazdem do Kanady znałam tylko religię katolicką, w której zostałam wychowana, i ta wydawała mi się jedyną właściwą. Tu zderzyłam się z multikulturowością, ogromną różnorodnością wyznań i wierzeń, zrozumiałam, że bycie dobrym człowiekiem nie ma żadnego związku z tym, w którego boga wierzymy. Dla dziewczynki z małej miejscowości to było wielkie odkrycie. Sama zawsze czułam się inna, łatwo więc było mi się odnaleźć w mozaikowej społeczności Toronto. Chłonęłam jak gąbka, obserwowałam, uczyłam się, czerpiąc ze wszystkich odmiennych kultur i tradycji. Koncepcją „Colours of Love” było więc łączenie kultur, wyjście poza własne ramy, otwarcie się na inność. Miłość jest ważniejsza, silniejsza niż którakolwiek religia. Religia dzieli ludzi, miłość ich łączy. Możemy nie znać języka – miłość zawsze pozwoli nam się porozumieć. W ostatnim koncercie występowali artyści z sześciu różnych krajów – Ekwadoru, Pakistanu, Kanady, Polski, Ukrainy i Nigerii – publiczność bawiła się świetnie przy wszystkich piosenkach. Kolejny koncert planujemy na wiosnę 2018”.

Maggie wspiera od lat działalność Polish-Canadian Chamber of Commerce – jest nie tylko artystką, ale własnym managerem, obrotną bizneswoman, która zna wartość networkingu, ceni i dba o kontakty interpersonalne i przyjaźnie. To także odróżnia ją od wielu artystów, którzy tworząc niezwykłe dzieła zupełnie nie potrafią „się sprzedać”. Podstaw zarządzania i prowadzenia własnego biznesu uczyła się sama, do dziś ma na półce w swoim studio kilka pozycji, m.in „Black book of networking” czy „Little red book of selling” Jeffery Gitomera, do których chętnie wraca. Przeczytała wszystkie książki, które znalazła w bibliotece w sekcji biznes. „Zrozumiałam, że ludzie nie usłyszą o mnie, jeśli sama im nie opowiem. Zaczęłam wychodzić, bywać, rozmawiać, i tak, krok po kroku, budować sieć własnych znajomych – ta formuła działa znacznie lepiej niż droga reklama w ekskluzywnych magazynach, która poza prestiżem mało tak naprawdę daje. Zamiast się reklamować zainwestowałam czas w kontakty z ludźmi mediów, oferowałam wymianę barterową, dużo pomogło mi członkostwo w Chamber of Commerce w Oakville. Zaczęłam być widoczna, rozpoznawana w różnych środowiskach, zaczęłam budować własny branding.”

Jedną z osób, które udało jej się uwiecznić na fotografii, jest Hazel McCallion, wieloletnia burmistrzyni Mississauga, której porter wisi dziś na jednej ze ścian studia Fotografia Boutique. „Zawsze chciałam ją sfotografować, prawie dziesięć lat próbowałam dostać się do Ratusza, aż w końcu, kiedy Hazel obchodziła 96 urodziny, sama się do mnie zgłosiła. Do dziś mam zachowaną jej wiadomość, nagraną na automatycznej sekretarce. Zastrzegła sobie wtedy, że przy sesjach zdjęciowych jest niecierpliwa i nie lubi się rozmieniać na drobne, więc musimy wszystko przeprowadzić sprawnie i szybko. To ogromny dar, że mogłam ją osobiście poznać – jest oszczędna w słowach, konkretna, umie słuchać, myśli szybko i sprawnie. To moja królowa, wśród wszystkich księżniczek.” Prace Maggie Habiedy zobaczyć możecie na stronie www.fotografiaboutique.ca, a jeśli kiedyś, na jakiejś dużej gali, przemknie wam przed oczami jasny, ciepły rozbłysk super pozytywnej energii – to na pewno właśnie Ona.

Kaja Cyganik

princess2 princess4 princess6 princess9