Zabił przyjaciela na ringu, teraz przerwał milczenie 

Kanada Series Top News czer 22, 2017 at 4:00 pm
Braidwood (po prawej) i Hague

Braidwood (po prawej) i Hague

Kanadyjski bokser Tim Hague został znokautowany w Edmonton przez swego rodaka w bokserskiej walce. Niestety, uderzenie było na tyle mocne, że nie przeżył…

Hague zmarł w szpitalu po tym brutalnym nokaucie. Adam Braidwood teraz przerwał milczenie. - To wszystko jest dla mnie bardzo trudne. Tim był moim przyjacielem – mówi poruszony.

Już w pierwszej rundzie walki 34-letni Hague przyjął od Braidwooda bardzo dużo potężnych ciosów, po których kilka razy zamroczony lądował na deskach w Show Conference Center. Mimo to sędzia ringowy nie przerwał pojedynku.

W drugiej rundzie po kolejnej serii mocnych sierpowych Hague ponownie upadł, na dodatek uderzył tyłem głowy w matę. W stanie krytycznym został przetransportowany do szpitala w Edmonton. Przeszedł operację mózgu ale lekarzom nie udało się go uratować.

Kiedy rodzina Hague’a podała tragiczną wiadomość, na Braidwooda spadła duża fala internetowego “hejtu”. Kibice mieli za złe zwycięzcy pojedynku, że kiedy jego pokonany rywal leżał w ciężkim stanie i widać było, że jego sprawa jest poważna, ten szalał w ringu, ciesząc się ze zwycięstwa.

zz bokser

- Widzieli jak się cieszę, ale nie widzieli, że podszedłem też do niego i mówiłem, że go kocham - odpiera zarzuty Braidwood w rozmowie z telewizją. - Ta sytuacja jest dla mnie bardzo trudna. Był moim przyjacielem. Już po kończącym walkę ciosie miałem złe przeczucia. Zobaczyłem, jak upada i czułem, że coś jest nie tak. Po swojej głupiej celebracji klęczałem przy nim, czekając aż się poruszy. Próbowałem pomóc mu się podnieść i widziałem, że nie jest dobrze.

WIDEO Z WALKI:

Niektóre media nie kryją oburzenia, że walka była kontynuowana tak długo, mimo że Hague już po pierwszej rundzie był w fatalnym stanie.

- Chciał dalej walczyć. Dziennikarze wypisują różne głupoty, nie znają się na tym, o czym piszą, nie wiedzą jak to jest być w ringu - komentuje Braidwood, który zapewnia, że członkowie rodziny Hague’a nie mają do niego żalu i wspierają go w tych trudnych chwilach. - To nie była niczyja wina. Ani moja, ani arbitra. Oglądałem wideo. Tim cały czas nadawał się do dalszej walki, chciał kontynuować, więc biliśmy się dalej. To jest boks, to właśnie robimy.