Janusz Bosak – Pan od muzyki

Series Zapiski emigracyjne lip 20, 2017 at 1:17 pm

Janusz Bosak znany jest w kulturalnych kręgach przede wszystkim jako utalentowany pianista, kompozytor, akompaniator, organizator koncertów oraz promotor muzyki klasycznej. Niewielu jednak wie, że to także ceniony nauczyciel muzyki, a przede wszystkim wybitny pedagog. 

Karierę muzyczną rozpoczął w Polsce, gdzie kształcił się najpierw w Poznaniu, pod okiem prof. Jerzego Libery, a następnie w Warszawie na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina na wydziale wirtuozowskim pod kierunkiem prof. Kazimierza Gierżoda, w katedrze fortepianu prof. Reginy Smędzianki. Po studiach się ożenił, wrócił do Poznania i przez piętnaście lat uczył gry na fortepianie w szkole muzycznej. Pochodzi z niewielkiej, uroczo brzmiącej miejscowości – Murowanej Gośliny.

„Chyba byłem w czepku urodzony, ponieważ od samego początku mojej belferskiej kariery uczyłem najzdolniejszych uczniów w szkole. Poświęcałem im zresztą wiele dodatkowego czasu, co owocowało licznymi nagrodami na konkursach pianistycznych. Na brak pasji czy kreatywności do muzyki i fortepianu nigdy nie mogłem narzekać. Doskonale do dziś pamiętam wielu moich uczniów, z którymi jeździłem na konkursy. Wyglądało to zupełnie inaczej niż tu, w Kanadzie. W Polsce jury składało się z ośmiu, dziewięciu wybitnych muzyków, tu w jury uczestników ocenia jedna osoba” – wspomina z uśmiechem.

Muzyka w jego prywatnym życiu pojawiła się trochę przypadkowo, bo choć ojciec grywał na skrzypcach, fortepian w rodzinnych tradycjach nigdy nie istniał. Pojawił się niespodziewanie pewnego dnia, dzięki sąsiadce pianistce. Zafascynowany pięcioletni Januszek podchodził coraz bliżej i coraz częściej, śmielej uderzał w biało-czarną klawiaturę, a że był dzieckiem niezwykle rozśpiewanym, wychowanym praktycznie bez telewizora, za to w towarzystwie muzykalnej starszej siostry Aleksandry, szybko zaczął wygrywać znajome melodie. Sąsiadka pianistka była jego pierwszą nauczycielką. Ze wszystkich swoich nauczycieli najcieplej wspomina prof. Jerzego Liberę, wychowanka sławnego pianisty i pedagoga prof. Zbigniewa Drzewieckiego i prof. Gertrudy Konadkowskiej. Dziś ten ponad osiemdziesięcioletni mistrz, kolekcjoner unikalnych nut, człowiek o wielkiej kulturze dźwięku i wspaniałej technice, nadal koncertuje i uczy, otaczając opieką kolejne pokolenia adeptów sztuki pianistycznej. Profesor pielęgnował i rozwijał talent Janusza przez pięć lat, po czym wypuścił go na szersze wody – na wspomniany warszawski Uniwersytet Muzyczny, gdzie ten studiował u prof. Kazimierza Gierżoda, ówczesnego dziekana wydziału.

„Profesora Gierżod był niezwykle przyjacielską osobowością, posiadał wielkie doświadczenie muzyczne. To był niewątpliwie wspaniały okres w moim życiu. Muszę też wspomnieć o wspaniałej prof. Zofii Fogtman. Po studiach dużo grywałem solo, w zespołach kameralnych, koncertowałem z wieloma solistami, dobrze pamiętam prof. Wandę Wermińską i jej studentów – to była wielka diva operowa, śpiewająca w duetach z Janem Kiepurą, występująca na największych scenach świata.

O wyjeździe na stałe do Kanady zadecydował przypadek. Na emigracji Janusz uczy muzyki od ponad osiemnastu lat, choć na początku imały się go rozmaite zajęcia dodatkowe. Z muzyki nie zrezygnował jednak nigdy – uczył gry na fortepianie, akompaniował lokalnemu chórowi na próbach i występach, potem założył swój chór dziecięcy „Promyki”. Z potrzeby serca organizował koncerty „Young Vistuosos of Classical Music”, w których młodzi, początkujący muzycy klasyczni i wokaliści mogli się sprawdzić na scenie przed prawdziwą publicznością. Swoich uczniów wprowadza w muzyczne arkana podczas prywatnych, cotygodniowych, godzinnych lekcji, u siebie w domu. W domu także, realizując jedno ze swoich marzeń, od zeszłego roku organizuje co dwa miesiące kameralne koncerty, na których sam gra,]zaprasza wybitnych muzyków i twórców oraz spragnioną sztuki publiczność. Nieprzypadkową, bo informacje o koncercie trafiają zazwyczaj drogą emailową do szerokiego grona znajomych, czasem pojawiają się w mediach społecznościowych, a ilość miejsc jest ograniczona do trzydziestu pięciu osób przez rozmiary salonu państwa Bosaków. Pokoncertowe spotkania przy winie i przekąskach tworzą wspaniałą atmosferę także dla aspektów towarzyskich, rozmów o sztuce, wymiany idei i wolnych myśli. Do tej pory odbyły się cztery takie koncerty, wokół których powoli tworzy się artystyczny światek kulturalnych kręgów, coś czego ludziom twórczym i wrażliwym od dawna na emigracji brakowało. W salonie muzycznym państwa Bosaków pojawiają się starsi studenci, i wygląda na to, że w niedalekiej przyszłości takich objawień będzie więcej, bo młodsi uczniowie Janusza już odnoszą pierwsze poważne sukcesy w ontaryjskich konkursach pianistycznych.

W zeszłym roku w siedemdziesiątej drugiej edycji międzynarodowego Kiwanis Music Festival of Greater Toronto zabłysły mu dwie uczennice – ośmioletnia wtedy Julia Hadala i dziewięcioletnia Evelyn Zagula (ich osiągnięcia to srebrne i złote medale oraz platynowa nagroda Evelyn Zaguly). W tegorocznych konkursach (Kiwanis oraz konkurs pianistyczny organizowany przez Stanway Corp. w Markham) obie dziewczynki zdobyły złote i platynowe nagrody, a do grona laureatów polskiego pochodzenia dołączyła kolejna dwójka Januszowych uczniów – Dominik Wrona i Adam Wojdecki (obaj wyróżnieni trzecim miejscem, oraz specjalne wyróżnienie dla Adama za wykonanie mazurka Chopina).

„Wszyscy moi studenci, jak i ja sam, jesteśmy bardzo zapaleni do gry na fortepianie i do muzyki. Obiecałem sobie, że w przyszłym roku jeszcze więcej moich uczniów weźmie udział w konkursach, bo choć to ogrom pracy, efekty są niezwykle satysfakcjonujące, tak dla mnie, jak i dla studentów” – zapewnia Janusz.

Uczestnictwo młodych Polaków w tych, jak i wielu innych konkursach pianistycznych w Ontario, cieszy, bo sale przesłuchań od lat ewidentnie zdominowane są przez Azjatów. Statystyki nie kłamią – nawet wśród stosunkowo niewielkiej grupki studentów Janusza znalazł się jeden Chińczyk, który w klawisze z pasją uderza od czwartego roku życia. Muzyka uczona od najmłodszych lat przychodzi bardziej naturalnie, podświadomie.
Janusz Bosak podkreśla, że w nauce gry najważniejsze są miłość do muzyki (jakiejkolwiek) i praktyka: „Ćwiczą ci, którzy kochają muzykę, w których powoli budzi się miłość do fortepianu. Jak się kocha, to co się robi, to ćwiczenia są przyjemnością, a nie przymusem czy karą. Kluczowym jest czas, który uczeń poświęca na granie w domu. Im więcej tego czasu (dobrze wykorzystanego), tym lepiej – my mamy wspólnie tylko godzinę tygodniowo. Pokazuję, koryguję, daję wskazówki, ustawiam palce, dzielę się całą swoją wieloletnią wiedzą i doświadczeniem muzycznym (bo nie wszystko zapisane jest w nutach), ale to oczywiście za mało. Uczeń ma do dyspozycji kolejne sześć dni w tygodniu, a dobrze by było gdyby z soboty i niedzieli zrobił cztery dni, a nie dwa. Każdy rodzaj sztuki, muzyka, balet czy nawet żonglerka, wymaga czasu, praktyki, uporu, pasji.”

od lewej: Dominik Wrona, Ewelina Zagula, Janusz Bosak Julja Hadala, Adam Wojdecki.

od lewej: Dominik Wrona, Evelyn Zagula, Janusz Bosak, Julia Hadala, Adam Wojdecki.

Nauczycielem jest wymagającym i oddanym – sam przyznaje, że lubi to, co robi, wie jak mobilizować do pracy, dostosowuje się do osobowości ucznia. Lepsze efekty dają humorystyczne zabawy niż zasadnicza praca i surowe reguły, ważne jest wykształcenie w uczniu pewnego dystansu do samego siebie, potrzeby ciągłego doskonalenia warsztatu, rozwijania wyobraźni i wrażliwości muzycznej, szlifowania techniki.

„Nie lubię u pianistek tych wszystkich falbanek, nadmiernego unoszenia ręki, przesady i manieryzmu. Selektywność i dobry kontakt z instrumentem pozwalają wypracować odpowiednią aktywność dźwiękową. I ucho, ucho i jeszcze raz ucho! Uważam, że muzyka, jej rozumienie, umiejętność tworzenia, grania, jest sprawą elitarną, nie każdy ma do tego talent i predyspozycje. Dzieci, u których odkryje się iskrę bożą do muzyki, stają się wewnętrznie bogatsze, mają lepszą koncentrację, są bardziej zorganizowane.”

Janusz ma rękę, serce i powołanie do uczenia. Często, kiedy pod jego skrzydła dostają się dzieci szkolone wcześniej przez innych nauczycieli, zmaga się z błędami, wpojonymi nawykami czy zaniedbaniami. Wierzy, że sukces młodych pianistów przyczyni się do szerszej popularyzacji muzyki klasycznej wśród Polonii i skłoni rodziców do częstszego posyłania dzieci na lekcje muzyki. Bo gry na instrumencie nauczyć można każdego. Trzeba tylko chcieć. Wtedy Kanada zauważy polskich pianistów.