Ostatnia para butów naprawiona

Lokalnie Top News sier 6, 2017 at 10:00 am

aaszewc

Bruce Tremblay dzień w dzień, o poranku otwierał drzwi swojego zakładu przez ponad pół wieku. W sobotę postanowił otworzyć je po raz ostatni.

Pan Tremblay rozpoczął pracę w warsztacie szewskim swojego ojca w wieku 12 lat. Miał inne marzenia, ale tradycja rodzinna sprawiła, że szewstwo stało się jego powołaniem.

- Od dziecka myślałem, że tutaj będę – opowiada.

aaszewc2Zakład szewski, który z taką systematycznością prowadził pan Bruce stworzył w 1929 roku jego dziadek, Wilfred, który wcześniej pracował w kopalni złota w Timmins. Kiedy zaczął się „Wielki Kryzys” kopalnię zamknięto, dziadek stracił pracę i musiał rozejrzeć się na sposobem na zarabianie na życie. I wymyślił sobie, że zostanie szewcem.

Od tamtej pory zakład szewski dziadka Wilfreda nie zmienił nigdy swojej lokalizacji u zbiegu Fifth Street i Lakeshore Boulevard. Po dziadku przejął go ojciec pana Tremblay’a, a później on sam.

W przedostatnim dniu pracy odchodzący na emeryturę szewc musiał zrobić generalne porządki z naprawionymi butami, których nie odebrali klienci, a przez dziesięciolecia zebrało ich się niemało.

Mniej problemu będzie z niemal antycznymi już maszynami. Wszystkie trafią do zaufanych nabywców.

- To już zabytki – mówi pan Tremblay – Większość z nich ma więcej niż sto lat.

W ciągu tych pięćdziesięciu lat pracy pan Bruce dorobił się stałych klientów. Wśród nich byli znani hokeiści jak David Boland, Brendan Shanahan i Paul Henderson i wielu innych.

- Robiłem skórzane buty dla wielu gwiazd filmowych, dla członków Hell’s Angels, naprawiałem obuwie okolicznych mieszkańców – wspomina – I to oni byli dla mnie prawdziwymi celebrytami.

Ale miał też nietypowe zamówienia jak naprawa złamanej protezy nogi.

- To była kobieca noga. Udało się, klientka wyszła ze sklepu „o własnych nogach”, można powiedzieć – śmieje się.

aaszewc4Ostatniego dnia do zakładu przyszli starzy klienci, by pożegnać się ze swoim szewcem. Razem wspominali ojca pana Tremblay’a.

- To mój ojciec sprawił, że dbam o klientów. Dawał dobry przykład, uczył sumienności i uprzejmości – opowiada – Pracował tutaj niemal do końca swojego życia, dopóki miał siłę.

W zakładzie wciąż wisi napis zrobiony jeszcze przez dziadka Wilfreda: „Tu się nie modlimy, ale naprawiamy podeszwy”. Ostatnia została naprawiona w piątek.

- Te 88 lat funkcjonowania zakładu to były piękne czasy – wzdycha 63-letni szewc.

Nie będzie kontynuacji biznesu. Jego córki nie chciały się uczyć zawodu.

Pan Bruce nie dziwi się – czy widział ktoś kobietę – szewca?