Karolina Zydorczyk – Chica Cubana

Series Zapiski emigracyjne list 8, 2017 at 8:39 pm

23244302_1622734861117970_4187686917632847072_nTo historia, na podstawie której można by nakręcić film. Taki wyciskacz łez z happy endem. Tyle, że akurat w tej historii happy endu za bardzo nie ma, bo zamiast końca, daje ona bohaterom zupełnie nowy początek. 

Karolina urodziła się w małej miejscowości należącej do szarej rzeczywistości komunistycznej Czechosłowacji. Od kołyski była inna niż wszystkie pszenne, przaśne dzieci, a po wsi szeptano, że jej egzotyczna uroda jest genetyczną schedą po ojcu Kubańczyku. Całe życie miała tak jakby pod górę – nie tylko przez tego, owianego legendą, ale i zmową milczenia ojca, który zniknął z jej życia, gdy miała zaledwie rok, nie tylko przez swoją inność, ale także i później, kiedy jako nastolatka straciła w nierównej walce z rakiem mamę, kiedy nagle została całkiem sama i musiała sobie jakoś poradzić. Zainwestowała w siebie, w naukę. Nikt niczego jej nie dał, do wszystkiego doszła sama. Wyrosła na silną, piękną dziewczynę, taką która nie boi się żadnej pracy, mocno stąpa po ziemi i wie czego chce. Imała się najróżniejszych zajęć: pracowała w hotelarstwie, jako kelnerka, barmanka, jeździła jako kierowca międzynarodowy, studiowała turystykę i rekreację szkoląc się w zawodzie masażystki. Obecnie pracuje jako kasjerka w sklepie wielobranżowym.

Abelino Corrales, mechanik samochodowy, do Czechosłowacji trafił trzydzieści lat temu, w ramach czteroletniego, międzynarodowego kontraktu, funkcjonującego na kanwie współpracujących ze sobą rządów krajów komunistycznych. Poznał Danutę, polską pracownicę zakładów tekstylnych. Zakochał się. Na świat przyszła Karolina. Kontrakt wygasł, nie było możliwości przedłużenia pobytu w Europie i Abelino, z rozdartym sercem, musiał wrócić na Kubę. Wyjechał, a że ślubu nie było, w rodzinnej miejscowości po polskiej stronie granicy Danutę i maleńką Karolinę przyjęto z typowym dla tamtego czasu i miejsca ostracyzmem.

Lata mijały. Między Polską a Kubą przez kilka lat krążyły sekretne listy, dostarczane przez tajemniczego posłańca, któregoś dnia jednak Danuta przestała odpisywać i kontakt się urwał. Temat pozostał rodzinnym tabu, Karolina nigdy nie dopytywała – wiedziała tyle, że tata nie chciał ich zostawiać, nie miał jednak innego wyboru, a wyjeżdżając płakał. Zostały rodzinne zdjęcia w albumie, a z czasem – rosnąca pewność, że gdzieś tam, na drugim końcu świata, na pewno założył drugą rodzinę, ułożył sobie życie, zapomniał.

Gdyby nie kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności być może nigdy by się nie spotkali – Abelino Corrales z Kuby i Karolina Zydorczyk z Polski. Ślepy los przejrzał jednak na oczy i posplatał ich ścieżki na nowo. Żeby bajkowej atmosferze stało się za dość, na scenę wkroczyć musiała dobra wróżka, a właściwie wróż, ze swoją czarodziejską… batutą. Rok temu Maestro Andrzej Rozbicki rozpędzał listopadowe nostalgie w maleńkim resorcie w Santiago de Cuba, gdzie zupełnie przypadkiem nawiązał rozmowę z jednym z barmanów – Orlando Corralesem, jak się potem okazało – bratem Abelina. Wystarczył szelest polskiej mowy, zbieżność imion, wystarczyła krótka wymiana zdań i lawina zdarzeń ruszyła na łeb na szyję.

Abelino Corrales nigdy się nie ożenił, nie założył drugiej rodziny. Na przestrzeni lat bezskutecznie, przez ambasadę i Czerwony Krzyż, próbował odszukać ukochaną kobietę i córkę. Świadomość, że gdzieś tam daleko przecież istnieją, nie dawała mu spać.
Historia poruszyła w Maestro Rozbickim najczulsze struny – postanowił wcielić się w rolę detektywa i odnaleźć rodzinę Corralesa. Pomimo tego, że świat poszedł do przodu i w wyszukiwarce Google znaleźć można niemal każdego, zadanie okazało się arcytrudne. Informacje, które dostał od Abelina prowadziły donikąd – bo wsi o nazwie Poręba, skąd pochodziła Danuta, w Polsce jest około trzydzieści, bo profile na Facebooku należały do innych osób o tym samym nazwisku, bo jak tu znaleźć dwie kobiety w trzydziestoośmiomilionowym kraju… Po sześciu tygodniach poszukiwań, w okolicach Bożego Narodzenia, Rozbicki dodzwonił się na właściwą plebanię w Porębie przy byłej granicy polsko-czeskiej. Zaraz po Nowym Roku, dzięki uprzejmości księdza, udało mu się skontaktować z ciotką Karoliny (siostrą jej mamy), a godzinę potem z samą Karoliną.

„Byłam akurat po pracy, kiedy zadzwonił telefon. I tak, jak byłam zmęczona, nagle odzyskałam całą energię. Przeżyłam totalny szok – dzwoni do mnie człowiek z Kanady i opowiada tę całą historię, i mówi, że on mnie szuka, że tata mnie szuka – nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Przez dwa dni chodziłam jak w amoku, zastanawiając się, co się w ogóle dzieje. Zaniemówiłam. Nawet mojemu chłopakowi nie byłam w stanie opowiedzieć, kto dzwonił, w pracy byłam nieobecna myślami” – wspomina Karolina.

23032923_1618918861499570_6355932494807360525_n

Odnalezienie Karoliny Maestro Rozbickiemu nie wystarczyło, postanowił za wszelką cenę doprowadzić do spotkania ojca i córki. Dwa tygodnie temu Karolina Zydorczyk wylądowała szczęśliwie w Toronto – pierwszy raz w życiu po tej stronie Atlantyku. Zwiedziła miasto, była nad wodospadem Niagara, a przed wylotem na Kubę gościła w polskim konsulacie.

„Tamten telefon zmienił moje życie na zawsze. Nie do końca wierzę w przypadki. Czuję, że to moja mama, czuwając nade mną, doprowadziła do tych wszystkich spotkań i zbiegów okoliczności. Wiem, że byłaby bardzo szczęśliwa, gdyby wiedziała, że po tylu latach odzyskałam ojca. Powtarzam każdemu, że rok temu zaczęło się moje drugie życie. To prawdziwy cud. Nie umiem opisać, co tak naprawdę czuję w środku. Jestem tak radosna, że jakbym mogła, to dosłownie dostałabym skrzydeł. Serce mi mocniej bije – karta się odwróciła – nagle mam tatę, którego nigdy nie miałam, nagle jestem komuś potrzebna. Widziałam się z nim przez Skype’a. Nie byliśmy w stanie wydusić słowa. Patrzyliśmy na siebie i płakaliśmy oboje. Powiedział do mnie, co mnie bardzo zdziwiło – po polsku: – To ja, Karusia, twój tata. Karusia mówiono do mnie tylko w najbliższej rodzinie, więc ta forma jeszcze bardziej mnie rozczuliła. Wiesz, ja w ogóle nie odczuwam tu w Kanadzie zmiany strefy czasowej, jestem nakręcona na maksa. Idę na żywioł, nie mogę się już doczekać, jak się z nim spotkam” – opowiadała w wietrzne poniedziałkowe popołudnie w konsulacie RP.

23331060_1622735374451252_8401622935605228298_o

Od tygodnia Karolina uczy się hiszpańskiego i oswaja ze swoją zupełnie nową, kubańską rodziną. Na zdjęciu, które Maestro Rozbicki wrzucił na Facebook, widać uderzające podobieństwo szczęśliwie odnalezionych ojca i córki. Na innym uśmiechnięta szeroko Karolina na tle błękitu nieba i strzelistych kaktusów. Na kolejnym – z braćmi ojca, z nowo poznanymi ciotkami, w wędrówce do swoich korzeni.

Kaja Cyganik