Ewelina Ferenc – na ludową nutę

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne grud 14, 2017 at 11:50 pm

Ewelina-46-9

Do Kanady przyjechała niedawno, bo dwa lata temu. Znalazła sobie miejsce w niszowej, tradycyjnej polskiej muzyce ludowej. Ewelina Ferenc założyła Polky Village Band i powoli podbija rynek muzyki świata.

Kaja Cyganik: Twoja emigracja zaczęła się dosyć niewinnie…
Ewelina Ferenc: W 2009 wyjechałam na rok na Ukrainę jako wolontariuszka, w ramach programu unijnego. To były czasy, kiedy na Ukrainie nie było zbyt wielu cudzoziemców, trzymaliśmy się wszyscy razem, całą ekipą – młodzi ludzie z różnych krajów, którzy z różnych powodów wylądowali we Lwowie. Każdy z nas był w jakiś sposób związany z muzyką – było dużo instrumentów, wspólnego grania, zetknęłam się pierwszy raz z tradycyjnym śpiewem ukraińskim, który mnie zafascynował. Mogę więc powiedzieć, że moja przygodna z muzyką tradycyjną zaczęła się właśnie na Ukrainie. Zobaczyłam, że ludzie tacy jak ja, zupełnie normalni, młodzi, spotykają się i śpiewają stare pieśni, że tradycje są na Ukrainie wciąż żywe i niezwykle ważne. Od dziecka ciągnęło mnie na Wschód, chciałam się uczyć rosyjskiego. Moja babcia pochodzi z Ukrainy i to chyba od niej przejęłam miłość do ludowszczyzny. Mama nauczyła mnie cyrylicy. Na studiach sporo jeździłam stopem – Bałkany, Gruzja, Ukraina….

KC: Co Cię więc skłoniło, żeby jednak wyruszyć na Zachód? Jak to się stało, że wyemigrowałaś do Kanady?
Ewelina Ferenc: To się wszystko zdarzyło trochę przez przypadek. Mieszkając we Lwowie poznałam Ukraińców z Kanady, którzy do kraju swoich rodziców i dziadków przyjechali odkrywać swoje kulturowe korzenie. Zaprzyjaźniliśmy się. Zaprosili mnie do Kanady. W 2011 przyjechałam na wakacje do Toronto. Poznałam mnóstwo ludzi, bardzo mi się tu spodobało, ale nigdy bym nie pomyślała, że w Kanadzie zamieszkam na stałe. Nigdy nie planowałam emigracji. Po wakacjach wróciłam do Polski, do rodzinnych Katowic, do pracy w międzynarodowej korporacji. Muzyką zajmowałam się zawsze bardziej hobbystycznie, na boku. Po trzech latach siedzenia za biurkiem doszłam do wniosku, że nie nadaję się na korpoluda, że ta praca mnie zupełnie nie kręci i nie to chciałabym robić. Tak się poskładało, że ci moi znajomi z Kanady znów mnie zaprosili na lato, tym razem na Folk Camp w Grafton – tygodniowy obóz folkowy oparty na warsztatach artystycznych, organizowany wtedy po raz pierwszy. Niesamowity klimat, świetny czas, rewelacyjni ludzie, twórczy, pełni pasji… a ja wyjeżdżając na ten obóz już pozamykałam kilka spraw w Polsce, rzuciłam pracę, już jakbym trochę przeczuwała, że coś się zmieni na dobre.

KC: I zostałaś w Kanadzie?
Ewelina Ferenc: No jeszcze nie. Przyjechałam tylko na lato, nie miałam żadnych zimowych rzeczy, ale pomyślałam wtedy – raz się żyje – i zostałam na dziewięć miesięcy, bo na tyle pozwoliły mi przepisy emigracyjne. Mieszkałam po znajomych, spałam na różnych kanapach, nie miałam własnego kąta, ale dla mnie zawsze ważni byli ludzie, nie luksusy. Jedną z pierwszych osób, które poznałam i jedną z pierwszych, które naprawdę dużo mi pomogły w codziennych sprawach, był Matthew, mój obecnie mąż, Kanadyjczyk ukraińskiego pochodzenia. Dowiedziałam się w międzyczasie o programie rządowym International Experience Canada, wróciłam do Polski, pozamykałam resztę spraw, złożyłam aplikację i dostałam roczną wizę pobytową z pozwoleniem na pracę. Założyłam sobie konto w banku, poczułam, że chcę żeby tu był mój dom, że chcę zostać na zawsze. Wzięliśmy ślub. I jestem.

Ewelina-111-24

KC : Nowy kraj, nowe życie, nowy start. Decyzja o tym, że zajmiesz się wyłącznie muzyką przyszła łatwo?
Ewelina Ferenc: Zawsze chciałam żyć muzyką i z muzyki. Studiowałam najpierw komunikację społeczną na polonistyce, potem zrobiłam podyplomowe roczne studia z etnomuzykologii. Folk zawsze był mi bliski, zawsze śpiewałam w różnych zespołach. Początkowo amatorsko, a tu, w Kanadzie, już bardziej profesjonalnie. Poznałam świetnych ludzi, Kanadyjczyków ukraińskiego pochodzenia, tworzących grupę Kosa Kolektiv, którzy od kilku lat organizują rozmaite folkowe wydarzenia, pielęgnują kulturę tradycyjną – świętujemy Kupałę, Andrzejki, wszystko na ludowo, jak za dawnych czasów. Fajne jest to, że Kosę tworzą młode dziewczyny, które są dla mnie dużą inspiracją. Chciałabym takie rzeczy robić na gruncie polskiej kultury.

KC: Polacy Andrzejki chociażby świętują zgoła odmiennie… myślisz, że jest w Polonii miejsce dla dawnej, tradycyjnej muzyki polskiej, dla powrotu zwyczajów, starodawnych zabaw?
Ewelina Ferenc: Wierzę, że jest, choć to niełatwe zadanie. Dla ludzi tutaj taki pomysł jest zupełnie nowy. Graliśmy z naszym zespołem na kilku imprezach i publiczność była zawsze pozytywnie zaskoczona, ale jednak… zaskoczona. Tym, że ludzie młodzi, ludzie z miasta, jak my, wracają do starych klimatów, że nam się chce grzebać w źródłowych tekstach, szukać po wsiach… poza tym w naszym zespole większość muzyków to Kanadyjczycy, więc Polakom całe to zamieszanie wydaje się jeszcze bardziej dziwaczne. W piątkowe wieczory nie chodzimy tańczyć do kubów. Spotykamy się, wspólnie gramy, śpiewamy, bawimy się w zupełnie niedzisiejszym stylu.lbo show

KC: Polky Village Band to był Twój pomysł?
Ewelina Ferenc: Tak, choć początkowo wcale nie myślałam o zakładaniu zespołu grającego polską muzykę ludową. Bardziej mnie ciągnęły klimaty ukraińskie, bałkańskie. Do tego projektu namówił mnie mój dobry kolega, którego poznałam osiem lat temu we Lwowie, lider popularnego w Toronto zespołu folkowego Lemon Bucket Orchestra. Powiedział mi ponad rok temu temu – „Ewelina, załóż polski zespół. Tutaj tego nie ma, tradycyjna polska muzyka nie jest w Toronto znana, zobaczysz, że to będzie duży sukces”. Miał rację – trafiłam w niszę, bo zespołu takiego jak Polky Village Band chyba faktycznie do dzisiaj nie ma, a ja jestem prawdopodobnie jedyną Polką w mieście, która zna taki repertuar. Mieszkając w Polsce przez wiele lat angażowałam się w różne projekty folkowe, jeździłam do Warszawy na „Wszystkie Mazurki świata” – potańcówki z muzyką tradycyjną; dużo osób z tego wąskiego, specyficznego środowiska poznałam na studiach, uczyłam się od starszych ludzi, podróżując po polskich wsiach, zbierając materiały, nagrywając stare pieśni ludowe.

KC: Da się wyżyć z muzyki?
Ewelina Ferenc: Ja się dopiero rozkręcam, choć gram faktycznie bardzo dużo. Obok Polky Village Band angażuję się w wiele innych projektów muzycznych. Z jednym z nich śpiewałam niedawno w muzeum Aga Khan dla Turkwaz, zespołu nominowanego w zeszłym roku do JUNO Award. Z Polkami z kolei graliśmy support przed koncertem Lemon Bucket Orchestra dla paru setek osób, występujemy na festiwalach etnicznych, angażujemy się w różne projekty kulturowe. Bardzo nam się fajnie grało w czerwcu na „Wiankach” w Konsulacie RP w Toronto. Nasze granie jest na razie wciąż na niewielką skalę, ale niedawno odkryłam, że obok muzyki świetnie się odnajduję w organizacji wydarzeń i eventów, lubię się tym zajmować, więc zawsze mogę pójść w kierunku managerki.19496253_227827191070721_1041494081_o

KC: Co Ci się najbardziej podoba Kanadzie?
Ewelina Ferenc: Na pewno fakt, że tutaj mogę być muzykiem, mam wrażenie, że mam więcej możliwości nie tylko rozwoju, ale także współpracy z muzykami z najróżniejszych krajów i kultur. W Polsce nie miałam szansy zakosztować takich klimatów – tu na przykład śpiewałyśmy z koleżanką łowicką pieśń ludową do akompaniamentu perskich instrumentów muzycznych – absolutnie niesamowity efekt. Poza tym publiczność tu jest bardziej otwarta, chłonna, ciekawa innych kultur, także naszej, więc łatwiej o pozytywny odbiór.

KC: Za czym tęsknisz?
Ewelina Ferenc: Za mamą. Za znajomymi. I za łatwością, z jaką mogłam zdobywać potrzebne informacje. Tu jestem sama, szukać mogę jedynie w internecie, a w Polsce zawsze wiedziałam kogo zapytać o to, jak na przykład zagrać danego oberka, co znaczy jakieś starodawne słowo. Całe życie kulturalne i towarzyskie dzieje się bardziej tam, za oceanem, wszędzie jest znacznie bliżej, organizowanych jest mnóstwo imprez, łatwiej się z ludźmi na piwo umówić; tu czasami jestem jeszcze trochę wyobcowana. A jednak, kiedy wracam do Polski czuję się już jak gość.

KC: Gdzie was można usłyszeć?
Ewelina Ferenc: Zamykamy właśnie pierwszy rok działalności. Do tej pory graliśmy głównie w Toronto. Przed wakacjami chcemy wydać płytę i ruszyć w letnią trasę po folkowych festiwalach, których w całej Kanadzie jest całkiem sporo. Mamy fajną agentkę, która nas bardzo wspiera, a ja wychodzę z założenia, że jak coś robię, to wkładam w to zawsze maksimum sił i umiejętności, jestem więc dobrej myśli. Uczę się o grantach, a to temat rzeka i możliwości są spore, trzeba tylko wiedzieć gdzie, jak i do kogo uderzać. W najbliższych dniach będziemy grali na Toronto Christmas Market w Distillery District – zapraszam 20 grudnia, w środę na 6:30 pm oraz 7:15 pm – gramy dwa sety po 20 minut – energetyczne kolędy ludowe. Dodatkowo 23 grudnia o godz. 5:00 pm gramy w The Local Pub na 396 Roncesvalles. Współpracujemy też od niedawna z dziecięcym Zespołem Pieśni i Tańca „Biały Orzeł”, w którym uczę dzieci, jak śpiewać polskie pieśni ludowe. Będziemy mieli wspólny koncert kolęd o 11 pm 24 grudnia, przed Pasterką, w kościele Św. Kazimierza na Roncesvalles.

Więcej informacji o zespole znajdziecie na stronach:
https://polkyband.com/
https://www.facebook.com/polkyband/

Polky-43 ZMN