Anna Sienicka – bliżej natury

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne marz 12, 2018 at 10:43 pm

smDSC07122

Anna Sienicka ma fantastyczną energię – tę do życia i tę, którą sama emanuje. Jak mało kto zna się na grzybach i jadalnych dzikich roślinach. Pierwsza w Toronto zaczęła mówić głośno o czadze. I jako pierwsza Polka w historii przejechała Kanadę na rowerze.

Kaja Cyganik: Jak zaczęła się Twoja przygoda z Kanadą?
Anna Sienicka: Wszystko zaczęło się w 1996, kiedy po skończeniu liceum w Polsce, postanowiłam iść na uniwersytet w Kanadzie. Lecąc samolotem nad wschodnią częścią Kanady podziwiałam przepiękne widoki i już wtedy sobie pomyślałam, że byłoby fajnie tak przejechać cały ten kraj na rowerze, zwiedzić, poznać go kilometr po kilometrze. Zrealizowanie tego planu zajęło mi 18 lat – zawsze coś wyskakiwało, jak nie szkoła, to rodzina, potem dziecko. Zawsze znalazł się dobry powód, aby tę ideę odłożyć na następny rok. Aż pewnego dnia, a w zasadzie w noc sylwestrową 2014, poznałam kogoś, kto miał podobne marzenie i tak od słowa do słowa zgadaliśmy się, że przejedziemy Kanadę razem. Z tego „razem” ostatecznie nic nie wyszło, ale decyzja została podjęta i znalazłam sposób aby tego wyczynu w końcu dokonać. Reszta to historia.

Dopięłaś swego i tym samym jesteś pierwszą w historii Polką, która przejechała Kanadę na rowerze… Co było w tym projekcie najtrudniejsze?

Na początku to wszystko wydawało się niesamowicie trudne. Musiałam uzbierać odpowiednią kwotę pieniędzy, wziąć trzy miesiące wolnego od codziennych obowiązków, zaangażować rodziców, bo bez ich pomocy nie dałabym rady. Oboje byli wtedy po 60-tce i przydrożne campingi nie stanowiły dla nich żadnej atrakcji, zwłaszcza dla mojej mamy taki sposób podróżowania i noclegów jest bardzo uciążliwy i niewygodny. Musiałam także zorganizować pomoc, aby podczas mojej nieobecności klinika nadal funkcjonowała (Anna Sienicka prowadzi klinikę holistyczną – przyp.red), no i jeszcze oczywiście pozostawała kwestia mojego siedmioletniego syna, a tu było dla mnie od początku jasne, że także będzie brał udział w tej podróży. Wydawało mi się, że to dla niego za długa droga i za dużo czasu spędzonego z dziadkami w samochodzie, bez kolegów. Ale rodzice robili dużo przerw i postojów, mieli różne atrakcje i rozrywki, jak ja pedałowałam, więc w sumie było ok.

sm11 Quebec city

Wydawało mi się także, że ta podróż będzie przepiękna, wręcz magiczna, że będę sobie nocować nad jeziorami, pływać, palić ognisko i patrzeć w gwiazdy, a tak naprawdę to często spałam w namiocie przy autostradzie, w huku samochodów, nie było żadnych jezior, a jeśli były, to w górach, i woda w nich była taka zimna, że nie dało się stopy zanurzyć. Cała moja fantazja, wszystkie wyobrażenia, bardzo szybko się rozwiały. Ciężko było dzielić drogę z samochodami ciężarowymi, pobocze miało dużo kamieni, szkła, drutów i innych śmieci, po których trzeba było jechać, i cały czas uważać, żeby się w coś nie zaplątać. Wyprzedzające, rozpędzone ciężarówki wyciągały mnie na drogę i parę razy było blisko wypadku. Przejeżdżając przez Manitobę i Ontario przeżyłam plagę komarów, muszek i innych robaków, które wlatywały mi pod kask i nieustannie gryzły. To była tragedia, a nie pełna romantyzmu podróż. Jazda pod wiatr czy w ulewnym deszczu też nie była ciekawa.

Wyobrażałam sobie, że w wolne dni będę chodzić na spacery i zwiedzać okolice, a tak naprawdę w wolne dni leżałam cały dzień w łóżku, odpoczywałam i zbierałam siły do dalszej drogi. To był ogromny wysiłek. Próbowałam przejechać 120-150 km dziennie, a wiele godzin spędzonych na siodełku powodowało niesamowity ból tyłka. Mówiono mi, że się przyzwyczaję, ale tak się nie stało i jak już dojeżdżałam do Nowej Fundlandii, to prawie stałam na rowerze, bo już nie mogłam wytrzymać siedząc.

sm12 Quebec

Co Cię zaskoczyło, co oczarowało, a co rozczarowało?
Zaskoczyła mnie dobroć ludzi. Wiele osób nam po drodze pomogło, przenocowało, nakarmiło. Ludzie są dobrzy i chcą sobie pomagać. To było naprawdę wspaniałe uczucie, jak po długim dniu na rowerze, obcy ludzie przyjeżdżali się z nami spotkać, wziąć do siebie na nocleg.

Oczarowało mnie na pewno piękno Kanady. Mieszkamy w cudownym kraju. Wieczorami zapach kwitnących kwiatów był upajający i niezapomniany. Uwielbiałam śpiewające ptaki w Vermillion Bay – zwłaszcza wróble żółtogardłe (Yellow-throated sparrows). Jadłam przeróżne dzikie jagody, rośliny i nawet po powrocie wydałam książkę aby podzielić się z ludźmi tym, co tu rośnie, jest jadalne i zdrowe.

Zaskoczeniem było też dla mnie, jak szybko moje ciało przyzwyczaiło się do wysiłku. Najgorsze były pierwsze dni, zwłaszcza te między drugim ma piątym, a potem wszystko się zgrało i szło o wiele łatwiej. Przekonałam się, że najważniejszy w tym wszystkim jest umysł. Ciało jest w stanie się do wszystkiego dostosować. Każdy wysiłek, wszystko, co wydaje się nam niemożliwe czy nieosiągalne, musi być powiązane z nieustanną pracą nad swoim umysłem. Jednego dnia przejechałam 260 km w 9. 5 godz! Mój rekord!

Żeby było jasne – nie jestem ani kolarką ani atletką. Lubię jeździć na rowerze i uprawiać sporty, jednak do wszystkiego musiałam sie przystosować. Rower kupiłam specjalnie na tę okazję i trochę trenowałam przed wyjazdem, ale nic ekstremalnego.
Co było ciekawe to to, że poznawałam w drodze wielu ludzi, którzy też jechali przez Kanadę – byli z przeróżnych państw, wszyscy jednak mieli albo 20 lat albo 60. Nie było nikogo w moim wieku. Wszyscy więc się pytali, jak ja tak mogłam wyjechać w środku mojej kariery, na tyle miesięcy. Ci w wieku dwudziestu lat jeszcze nie mieli pracy, a ci po 60–tce byli już na emeryturze. Poznałam też Kubę Mudę – Polaka, który w tym samym roku szedł przez Kanadę pieszo. Pierwszy Polak, który się podjął takiego wysiłku. Kuba studiuje chemię w Montrealu. Polubiliśmy się i od tamtej pory utrzymujemy kontakty.

Obok roweru są też góry… Kto dziewczynie z centralnej Polski zaszczepił miłość do wysokogórskiej wspinaczki?
Może ich brak w czasie dorastania? Pamiętam moją pierwszą wycieczkę z mamą w Bieszczady, miałam 14 lat. Góry zrobiły na mnie fenomenalne wrażenie. Wróciłam zakochana i tak mi już zostało.

Teraz planuję różne wypady tu i ówdzie. Parę lat temu objechałam Albertę i Kolumbię Brytyjską i odwiedziłam dwanaście dzikich gorących źródeł. W tym roku planuję zdobyć kilka szczytów w Rumuńskich Karpatach. Uwielbiam też jaskinie – mają swoją magię.

A skąd zainteresowanie homeopatią i naturopatią?
Jako nastolatka chciałam zostać weterynarzem, ale jak przyjechałam do Kanady, to postanowiłam iść na kinezjologię (coś podobnego do AWF-u w Polsce). Podczas studiów trenowałam dużo różnych sportów, byłam bardzo zdrowa, w świetnej formie, ale mimo tego miałam bardzo dokuczliwy trądzik i nic mi nie pomagało. Ktoś mi wtedy poradził, abym umówiła się na wizytę z homeopatą. Wtedy o homeopatii jeszcze nic nie wiedziałam, ale byłam gotowa wszystkiego spróbować. Po miesiącu trądzik ustąpił, po drugim zniknęły wszystkie blizny. Tak mnie to zafascynowało, że postanowiłam iść właśnie w tym kierunku – skończyłam homeopatię, aby pomagać innym ludziom. I tak to się zaczęło.

W tym roku minie jedenaście lat mojej praktyki zawodowej. Po pierwszych siedmiu latach pracy homeopatki postanowiłam zrealizować następny cel i otworzyć własną holistyczną klinikę niedaleko Roncesvalles. Po dwóch kolejnych latach następną w Bloor West Village. Niedługo planuję otworzyć trzecią, tyle że koniecznie chcę się dostać do szpitala. Uważam, że tam najbardziej chorzy potrzebują pomocy. W naszych klinikach oferujemy różne metody leczenia – jest naturopatia, masaże, osteopatia, reiki, psychoterapia, itd. Medycyna naturalna ma bardzo dużo do zaoferowania i to jest zawsze mój pierwszy wybór.

_MG12234

Gdzie ładujesz akumulatory?
Oczywiście w naturze! Prawie każdy weekend spędzam na jakimś wyjeździe, jak nie canoe, to piesze wędrówki, czasem ognisko w lesie. Ciągle coś. Zimą jeżdżę na snowboardzie i uwielbiam chodzić po zamarzniętych jaskiniach z soplami lub oszronionym lesie. Często chodzę boso.. jem dzikie rośliny, które są naładowane minerałami i witaminami, zbieram grzyby, pływam w jeziorach… Energii, zdrowia i witalności mam bardzo dużo, nie mogę narzekać.

O czym marzy Anna Sienicka?
Od czego tu zacząć… Lubię żyć pełnią życia, chcę się rozwijać, otwierać nowe kliniki, lecznicze sanatoria. Chcę też kupić posiadłość w Ameryce Centralnej i wybudować mój dom marzeń, który będzie samowystarczalny – coś podobnego do earthship, z dużym ogrodem i gorącymi basenami. Planuję dużo podróży, zwłaszcza do jaskiń, w miejsca napełnione leczniczą energią, w góry, do gorących źródeł. Myślałam aby przejść PCT (Pacific Crest Trail), ale zacznę od 78 km trasy w Killarney i zobaczę, jak mi się będzie podobać samotne wędrowanie. Lubię się bawić, tańczyć, chodzić na festiwale, spotykać się z fajnymi ludźmi. Będę też wydawać książki i udzielać mentoringu ludziom, którzy chcą osiągnąć to, co ja. Całe szczęście, że mam jeszcze dużo czasu na zrealizowanie tych wszystkich planów.

Anna Sienicka
www.HomeopathicCare.ca
Direct: 416 532 8660

_MG12227