Przeżyli razem 73 lata. Razem odeszli.

Lokalnie Top News maj 2, 2018 at 10:00 am
Shirley i George na wakacjach w Meksyku

Shirley i George na wakacjach w Meksyku

Zmarli z własnej woli w domu spokojnej starości w Toronto trzymając się za ręce, w otoczeniu najbliższych.

95-letni Gorge i o rok od niego młodsza Shirley stali się jedną z niewielu par w Kanadzie, które wybrały wspólną śmierć drogą eutanazji i którzy otrzymali na to zgodę. Są też pierwszą parą, której dobrowolna śmierć stała się własnością publiczną.

Rodzina Brickendenów uważa się za ludzi ceniących sobie prywatność, ale George, Shirley i ich rodzina uznali, że ważne jest, aby jeszcze raz rozpocząć rozmowę na temat śmierci wspomaganej przez lekarza.

Troje z czworga dzieci Brickendenów: 54-letnia Angela, 60-letni Saxe i 71-letnia Pamela – było obecnych, gdy rodzice ostatecznie żegnali się z życiem.

Wszyscy troje opisują małżeństwo swoich rodziców, jakby była to historia z bajki.

- To była magia, to była kwintesencja historii miłosnej – mówi Saxe.

Poznali się w Halifaksie w 1944 roku, w okresie świątecznym. George, wówczas podporucznik odbywający swoją służbę w marynarce wojennej, odwiedził rodzinny dom na kilka dni.

George i Shirley w mundurach wojskowych w 1944 roku.

George i Shirley w mundurach wojskowych w 1944 roku.

Matka George’a zamierzała poznać syna z Shirley. Shirley, która służyła w lotnictwie, zaprotestowała mówiąc, że jest zaręczona z innym mężczyzną.

- Wtedy babcia wyciągnęła jego zdjęcie i pokazała jej – przypomniał sobie Saxe – Zobaczyła go i powiedziała: „OK, mogę z nim się spotkać”.

Sześć dni po pierwszym spotkaniu George oświadczył się Shirley, a ona powiedziała: „Tak!”

Ślub w asyście korpusu oficerskiego

Ślub w asyście korpusu oficerskiego

- To było samo w sobie zadziwiające. Nie mogę uwierzyć, że każdy z tych sześciu dni przełożył się na ponad późniejsze dziesięć lat szczęśliwego małżeństwa – mówi Saxe – Byli niesamowici.

Ich miłość do siebie umocniła się, gdy ich zdrowie podupadło, gdy byli w zaawansowanym wieku. Shirley cierpiała na reumatoidalne zapalenie kości i stawów przez około 50 lat.

- Jej dłonie wyglądały jakby płonęły, były czerwone jak purpurowe pazury – opowiada Angela – Nie była w stanie zapiąć guzików w koszuli ani zasunąć zamka błyskawicznego, nie mogła samodzielnie jeść za pomocą noża i widelca.

George jej we wszystkim pomagał – zapinał koszule, ubierał, karmił. Robił wszystko to, czego ona nie była w stanie zrobić.

Oboje mieli poważne problemy z sercem, które zwiększyły się w późniejszych latach. George przeszedł ciężką grypę, którą uznano za zawał serca. Shirley spędziła tygodnie na rehabilitacji po złamaniu biodra.

George i Shirley rozmawiali o eutanazji jako dobrym wyjściu przez wiele lat. Stali się bardziej zdecydowani po tym, jak byli świadkami cierpienia krewnej w ostatnich latach jej życia.

Saxe mówi, że nigdy nie wierzył, że śmierć wspomagana przez lekarza stanie się prawnie dopuszczalna w Kanadzie. Jednak w 2016 r. wstrzyknięcie trucizny tym, którzy tego sobie życzą i spełniają warunki zdrowotne stało się legalne. Od tego czasu ten sposób umierania wybrało około 2500 osób. Ponieważ ich zdrowie jego rodziców pogorszyło się w ciągu ostatnich 18 miesięcy, Shirley i George Brickendenowie zaczęli poważniej rozpatrywać możliwość zrobienia sobie śmiercionośnego zastrzyku.

"Ich życie wyglądało jak niekończąca się historia miłosna" - mówią dzieci.

“Ich życie wyglądało jak niekończąca się historia miłosna” – mówią dzieci.

Po konsultacjach z kilkoma lekarzami Shirley dostała zgodę na eutanazję. Ale George był w nieco lepszym stanie i początkowo lekarze odrzucali jego wniosek o eutanazję. Według prawa śmierć pacjenta musi być racjonalnie przewidywalna, aby kwalifikować się do śmierci wspomaganej przez lekarza.

Jak sami mówili „zostali uwięzieni w administracyjnej otchłani”.

Shirley powiedziała, że nie może umrzeć sama i opuścić George’a. „Przysięgałam, że będziemy trzymali się razem”.

Zaczęli się zastanawiać w jaki sposób załatwić sprawę we własnym zakresie, jak wspólnie popełnić samobójstwo.

- Zastanawiali się jaką metodę wybrać. Czy zatrucie tlenkiem węgla będzie lepsze, czy może lepiej podciąć sobie żyły w nadgarstkach – opowiada Pamela – To było straszne, bo na zimno rozpatrywali różne warianty.

Wkrótce jednak zdrowie George’a również się pogorszyło. Z osłabionym sercem, z innymi problemami zdrowotnymi został zatwierdzony do medycznie wspomaganej śmierci.

- Oboje odetchnęli z ulgą – opowiada Saxe – Można powiedzieć, że byli szczęśliwi. W ich życiu pojawiła się lekkość, której nie było tam od półtora roku.

George zaczął sobie pozwalać na „czarne” dowcipy.

- Mówił ze śmiechem: „To całe planowanie pogrzebu mnie zabija – wspomina Angela – Podczas jednego ze spotkań z lekarzami George wstał z fotela i położył się płasko na podłodze. Moja mama spytała zaskoczona: „Co ty wyprawiasz?” A on na to: „Sprawdzam, jak to będzie!”.

Kiedy umawiali się z domem pogrzebowym na organizację uroczystości musieli wyjaśniać, dlaczego załatwiają dla dwóch osób.

- To wygląda jak zabójstwo lub coś w tym rodzaju – usłyszeli podczas pierwszej rozmowy.

Paradoksalnie ich rozmówca nie był daleki od prawdy.

Dom spokojnej starości, gdzie mieszkali przez ostatnie lata cały był we łzach. Nigdy wcześniej nie widzieli czegoś podobnego.

Zwolennicy eutanazji wyrażają zadowolenie, że w Kanadzie została ona prawnie usankcjonowana, ale – ich zdaniem – walka wokół tej kwestii jeszcze się nie zakończyła. Historia małżeństwa Brickendenów jest im bardzo potrzebna.

Uważają oni, że wymóg akceptacji dla zakończenia życia na życzenie, aby „śmierć była dostatecznie przewidywalna” godzi w prawa człowieka. Chcą, aby prawo zostało zliberalizowane, aby umożliwić większej liczbie osób możliwość poddania się śmierci wspomaganej.

Są jednak lekarze i placówki opieki zdrowotnej, które nie godzą się na legalną eutanazję, głównie ze względów religijnych, ale i moralnych. Ostry sprzeciw wyraża wielu chorych żyjących z niepełnosprawnością, którzy twierdzą, że prawo dopuszczające w przypadku ich chorób na medycznie wspomaganą śmierć, dewaluuje ich życie.

Na wieść o wspólnej śmierci Brickendenów zareagowali jednoznacznie:

- Nie znam innego słowa niż morderstwo, aby to opisać – powiedział jeden z lekarzy, przeciwnik eutanazji, zastrzegając sobie anonimowość.

Troje dzieci Shirley i George’a mówią, że znajomi wypytywali o ich doświadczenia z procesem uzyskania zgody na wspomaganą medycznie śmierć. Chcieliby wiedzieć o tym więcej widząc, jak ich rodzice ulegają chorobom.

Rozumieją, że ścieżka, którą wybrali ich rodzice, może nie być właściwa dla innych osób w podobnych sytuacjach. Są jednak wdzięczni, że możliwość takiego zakończenia życia stał się bardziej dostępny niż w poprzednich latach.

Przeciwnicy eutanazji widzą w takiej postawie chęć łatwego pozbycia się kłopotu opieki nad schorowanymi rodzicami.

- Mama i tata, podając do wiadomości publicznej swoją decyzję, wyciągając problem z cienia sprawili, że jest on aktualny i stał się tematem rozmów przy rodzinnym stole podczas kolacji w wielu domach – powiedziała Angela.

Są jeszcze pytania ostateczne – jak to się stało? Jak wyglądało?

Zdjęcie całej rodziny zrobione po pożegnalnej kolacji.

Zdjęcie Shirley i George’a wraz z całą rodziną zrobione po pożegnalnej kolacji.

W ostatnim tygodniu marca liczni członkowie rodziny przybyli z innych części Kanady, ale też i z innych krajów: Norwegii, Szwajcarii, Szkocji i Wietnamu. Shirley i George zjedli ze wszystkimi kolację i podzielili się miłymi wspomnieniami z przeszłości.

Wieczorem 27 marca Angela, Pamela i Saxe zostali w pokoju z rodzicami i lekarzami.

George i Shirley mieli szampana i homara i wznieśli toast za życie, które właśnie mija, po czym dziekan Andrew Asbill z Katedry św. Jakuba w Toronto zrobił ostatnie namaszczenie.

Angela potarła stopy matki, a Pamela zrobiła to samo z ojcem.

- Staliśmy u stóp łóżka i nie było strachu, nie było wahania. Objęli się nawzajem i spojrzeli na siebie – opowiada Pamela – Ostatnią rzeczą, którą powiedział tata, było: „Kocham was wszystkich “.