Tenisowa odsłona walki o równouprawnienie

Lokalnie Top News lip 18, 2018 at 10:00 am
Cathy Boyd, jedna z zawodniczek, która rzuciła wyzwanie ICTA. (Fot. Darek Zdzienicki/CBC)

Cathy Boyd, jedna z zawodniczek, która rzuciła wyzwanie ICTA. (Fot. Darek Zdzienicki/CBC)

Ontaryjski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że jedna z największych lig tenisowych w Toronto dyskryminuje kobiety.

Decyzja została podjęta w odpowiedzi na skargę złożoną w sierpniu ubiegłego roku, w której zawodniczki skarżyły się, że InterCounty Tennis Association (ICTA) zapewnia mężczyznom więcej możliwości gry w tenisa niż kobietom, naruszając tym samym ontaryjski Kodeks Praw Człowieka.

ICTA jest organizacją typu non-profit, która prowadzi cztery konkurencyjne ligi tenisowe w GTA. Uczestniczy w nich ponad 120 zespołów z 90 klubów tenisowych. Problem w tym, że podczas gdy w każdej drużynie jest osiem miejsc dla mężczyzn, to tylko cztery są zarezerwowane dla kobiet.

Dla Cathy Boyd, jednej z zawodniczek, która zakwestionowała takie postępowanie ICTA, wyrok jest „tenisowym asem”.

- Jest rok 2018, nadszedł czas by to zmienić – powiedziała Boyd – Dzięki tej decyzji, teraz będziemy mieli o wiele więcej kobiet biorących udział w rywalizacji.

Kierownictwo Ligi twierdzi, że mniejsza ilość miejsc dla kobiet jest prostym skutkiem podaży i popytu. Po prostu więcej mężczyzn niż kobiet chce brać udział w zawodach.

- Skargom, które słyszeliśmy w kółko, trudno było zaradzić bowiem trudno jest znaleźć wystarczająco dużo silnych zawodniczek grających w lidze, która składałaby się z sześciu mężczyzn i sześciu kobiet. Nawet z miejscami dla czterech kobiet i ośmiu mężczyzn kluby często borykają się z problemem znalezienia wystarczającej ilości pań, które chciałyby brać udział w zawodach – powiedział prezes ICTA Anton Katz.

Przed Trybunałem Liga argumentowała, że ​​kobiety mają inne możliwości gry w tenisa w GTA. Takiego stanowiska przewodniczący Trybunału nie zaakceptował.

W swojej decyzji Trybunał porównał ten argument z restauracją nie obsługującą pewnych rodzajów ludzi mówiąc, że przecież mogą być obsługiwani gdzie indziej.

Orzeczenie nakazuje Lidze wprowadzenie balansu 50-50 kobiet i mężczyzn począwszy od przyszłego sezonu.

Działacze Ligi są przekonani, że ​​trybunał zbyt pobieżnie potraktował tę kwestię i że wymuszenie kobiecego parytetu mogłoby zagrozić funkcjonowaniu ligi.

Pani Boyd się nie zgadza.

- Jeśli stworzysz parytet, to kobiety przyjdą – uważa – Osobiście znam wiele kobiet, które chcą grać i nie miały okazji. Teraz nadszedł czas, aby mogły to robić.

Kierownictwo ligi będzie konsultować się z klubami tenisowymi, aby zdecydować się na następny ruch.

Od decyzji Trybunału można się odwołać do wyższej instancji.