Leśna kąpiel

Gdzie na weekend sier 15, 2018 at 12:28 am

IMG_5858

Shinrin-yoku to japońska terapia lecznicza, polegająca na przebywaniu w lesie. Sam termin znaczy tyle, co „chłonięcie atmosfery lasu”, a sztuka ta, choć rozwinęła się stosunkowo niedawno, bo w latach 80’, szybko stała się podstawą w zapobieganiu powstawania i rozwijania się różnych chorób w japońskiej medycynie.

Jeśli oczami wyobraźni widzicie właśnie gładkich jak kwitnące wiśnie Japończyków buszujących w leśnych ostępach – obraz ten pozostać musi w sferze wyobraźni. Las w rozumieniu mieszkańców Nipponu znacznie odbiega od naszych standardów. Wysokie, strzeliste, gibkie bambusy, sklepiające się miękko nad głową, tworzące jedyną w swoim rodzaju, romantyczną aleję w odcieniu głębokiego malachitu, cicho szemrzący strumień, płynący starannie wyłożonym kamieniami korytem, przycięte równo krzewy – w takim lesie Japończycy nabierają sił i witalności. Lasu w naszym rozumieniu – tego ciemnego, gęstego, gdzie jodłowe gałęzie smagają po twarzy, gdzie trzeba uważać na poison ivy i odganiać się od komarów boją się jak diabeł święconej wody. A przecież właśnie prawdziwy bór, niedostępny, dziki, z ledwo zarysowaną linią ścieżek ma prawdziwie terapeutyczne właściwości.

Korzystając z przepięknych letnich dni (no tak, upały, ale zaraz przyjdzie zima i pół roku będziemy narzekać na brak słońca), każdy weekend staramy się spędzać poza miastem. Wybierając kolejne miejsca idziemy według klucza: Credit Valley Conservations oraz Grand River Conservation. Ostatnio zachwyciły nas leśne ostępy dwóch rezerwatów przyrody należących do CVC – Limehouse oraz Silver Creek – oba oddalone od Mississaugi o przysłowiowy rzut kamieniem, idealne na poranny lub popołudniowy spacer, różniące się jednak charakterem i atmosferą.

Limeshouse Conservation Area zyskała popularność w mediach społecznościowych dzięki niewielkiej, kamiennej kładce, przerzuconej przez bystry potok (Black Creek) tuż obok ruin starego przemysły wapiennego. Rezerwat położony w rejonie Niagara Escapment, pozwala na osobliwy spacer w czasie. System szlaków (słabo oznaczone, dobrze więc zapoznać się przed wyruszeniem w trasę z mapą, a nawet wydrukować sobie taką z internetu; wiem co mówię, orientację w terenie mamy niezłą, a do parkingu doszliśmy z powrotem zupełnie inną drogą niż planowaliśmy) prowadzi przez „twarz skarpy Niagary” zwaną „Hole in the wall” czyli dziura w ścianie. To najbardziej dramatyczny i malowniczy odcinek tras pieszych w Limehouse CA. Głębokie skalne rozpadliny porośnięte dziwacznie powyginanymi cedrami, chłód naturalnej klimatyzacji w wilgotnym półmroku skał, krótki odcinek, który pokonać trzeba po drewnianych drabinach – tworzą wspólnie klimat rodem ze zbójnickich legend. Niektóre drzewa w rezerwacie (chociażby sosny białe – white pine) są tak potężne i stare, że pamiętają zapewne ślady indiańskich mokasynów i świst strzał wypuszczanych z łuków w kierunku jeleni i saren. Miłośnicy ciekawostek historyczno-kulturowych dłużej zatrzymają się przy XIX wiecznych ruinach zakładów pozyskiwania i wydobycia wapnia. Wciąż stoi tu ostatni ze starych, ogromnych rozmiarów pieców (4m wysokości, głębokie na 2,5m), w którym wypalano surowiec, wykorzystywany później jako główny składnik zaprawy budowlanej oraz bunkier, gdzie przechowywano proch do wysadzania skał. Na wspomnianą kładkę nie można już wchodzić (nici z lansu na Instagramie), ale warto chwilę postać na równoległym moście i zrelaksować się chwilę chłonąc szmer wody. Tu po raz kolejny łatwo uświadomić sobie jak szybko Natura potrafi się odrodzić i z powrotem przejąć kontrolę nad terenem eksploatowanym przez człowieka. Piękną alternatywą powrotu na parking jest poboczna trasa Black Creek Side Trail (1.6km), ciągnąca się wzdłuż rzecznej doliny, wśród mieszanego lasu, z dala od hałasu dróg i cywilizacji. W upalny dzień słychać tu jedynie potok, bo nawet ptakom nie chce się otwierać dziobów. Adres: 12169 Fifth Line, Limehouse L0P 1H0, otwarte codzienne, teoretycznie od  świtu do zachodu słońca – nie ma tu bramy wjazdowej ani budki strażniczej, przy parkingu skrzynka na wolne datki.

Silver Creek Conservation to teren, który zachwyci poszukujących prawdziwej dziczy i spokoju.
Nie ma tu wyznaczonego parkingu, samochód zostawić można przy wejściu na główny szlak, przy drodze Fallbrook Trail (przy skrzyżowaniu z 27 Sideroad). Rezerwat zachwyca bogactwem flory i fauny – żaby, węże, leśne jagody i grzyby, porośnięte gęstym mchem głazy, a przy tym naprawdę niewiele ludzi – idealne miejsce dla szukających odosobnienia. Trasy nie należą do najprostszych, warto włożyć porządne buty, miejscami bywa ślisko, marsz utrudniają także wystające korzenie i głazy. Obok fragmentu słynnej Bruce Trail znajdziecie tu kilka bocznych szlaków. Roberts Side Trial (1.5km) zachwyci grzybiarzy – mrowie tu najróżniejszych gatunków, rosnących tuż przy szlaku. Ładne punkty widokowe na zieloną przestrzeń doliny. Irwin Quarry Side Trail (1,1km) polecana jest wytrawnym wędrowcom – ze wszystkich znajdujących się na terenie rezerwatu, wymaga najwięcej skupienia i uwagi. Przy Bruce Trail (6.5 km) uważać trzeba na poison ivy. Rezerwat łączy się szlakiem pieszym z Terracota Conservations Area. Dojazd: z miasta Town of Halton Hills 9th Line następnie w Fallbrook Trail (27th Sideroad) L7G 4S8. Puszka na datki przy kiosku informacyjnym (zazwyczaj zamknięty).

Jeśli nie przekonuje Was leśna kąpiel w kanadyjskim stylu i wolelibyście jednak ten japoński (trudno mi w to uwierzyć, ale tak, znam ludzi, którzy do lasu nie wybiorą się za żadne skarby świata) – jest jedno mało znane miejsce, gdzie możecie tej kąpieli zażyć. The Donnelly Centre w samym betonowym sercu Toronto to wiodący instytut zajmujący się badaniami bimolekularnymi. Sam budynek nie zwróci raczej waszej uwagi, jeśli jedna zajrzycie do środka znajdziecie się w zaskakująco pięknej przestrzeni… bambusowego ogrodu, który otwarty jest zarówno dla gości kampusu uniwersyteckiego (UofT) jak i dla osób z zewnątrz. Tropikalne krzewy, grube, smukłe bambusy, drewniane ścieżki i ławki w zakątkach atrium, specjalnie „zaprojektowane” światło tworzące oniryczną atmosferę snu i ściany z kolorowego szkła tworzą mikro świat, który każdy Japończyk z przyjemnością nazwałby „lasem”.