Rodak na radnego: Robert Kiełek

Polacy w Kanadzie Series Top News paźd 10, 2018 at 4:00 pm
Robert Kiełek z Dougiem Fordem

Robert Kiełek z Dougiem Fordem

[WYWIAD] Robert Kiełek jest najmłodszym kandydatem na radnego w okręgu trzecim w Misssissauga. Mówi biegle po polsku i po angielsku. Od ponad 12 lat jest managerem projektów w firmie Anixter. W Polonii działa od zawsze. Zorganizowany, pracowity i punktualny. Jak sam mówi, kandyduje, bo zaczął się okres zmian, a on wie, jak być częścią tych zmian.

- Jesteś najmłodszym kandydatem ze swojego kręgu, nie obawiasz się polityki?

Polityki? To chyba za dużo powiedziane. Nie chcę politykować, chcę zostać radnym Mississauga, a to różnica.

- Jaka?

Polityka dla mnie to zajmowanie się dużymi sprawami na globalną skalę. A ja chcę działać tu, w tym „moim ogródku”, zajmować się sprawami mniejszymi, ale nie mniej ważnymi. Może ktoś powie, że to to samo, ale dla mnie wiele się różni. Bycie radnym to przede wszystkim bezpośredni kontakt z ludźmi. Taki twarzą w twarz, tak najlepiej słucha się ich problemów.

- Bardzo trafna uwaga, ale dzisiaj ciężko jest przekonać do siebie wyborców. Skąd wiesz, jak słuchać ludzi? Jak do nich dotrzeć?

To chyba kwestia mojego charakteru i doświadczenia zawodowego. Nie mam obaw rozmowy z nieznajomymi. Od dwunastu lat jestem kierownikiem projektów. Moja firma jest światowym dystrybutorem network & security solution, to elektroniczne rozwiązania na światowym poziomie. Codziennie mam więc do czynienia z managerami z różnych firm nie tylko z kraju, ale także ze świata. Mam doświadczenie w komunikacji z ludźmi z różnych kultur. Wiem, że niewinna rozmowa z nieznajomym człowiekiem z mojej okolicy czy pracy może być początkiem jakieś ciekawej znajomości, dlatego nigdy nikogo nie lekceważę. Może brzmi to banalnie, ale tak do tego zawsze podchodzę. Myślę, że ludzie czują moje nastawianie i pozytywną energię. Widzę to właśnie teraz, kiedy pukam do drzwi zupełnie nieznanych mi ludzi z mojego okręgu i jeszcze nie było sytuacji, żeby ktoś zamknął mi je przed nosem i nie chciał rozmawiać. Jest wręcz odwrotnie, kiedy się przedstawię, podam ulotkę i opowiem o swojej kandydaturze, ludzie reagują bardzo pozytywnie. Chętnie opowiadają mi o problemach dotyczących właśnie naszej okolicy, co by zmienili, co im się podoba, a co nie. Nie mam jakiejś taktyki rozmowy, wymyślonej przez PR-owców strategii, może źle, ale jestem sobą, rozmawiam z ludźmi tak, jak zawsze to robię.

- W Twoim okręgu kandydują jeszcze trzy osoby. Przejrzałam strony internetowe, poszukałam waszych programów i zauważyłam, że wszystkie one są bardzo podobne. Piszecie o redukcji podatków, zmianie w infrastrukturze miasta, zwiększeniu bezpieczeństwa. W jakim stopniu według Ciebie mógłbyś się z tego wywiązać?

Na tyle, na ile będę mógł. To nie jest też tak, że zaraz, jak zostanę radnym to staną się cuda w Missisauga. Nic nie dzieje się w przeciągu jednej nocy, ale będąc w strukturze miasta będę miał realny wpływ na podejmowanie decyzji. Wiem, że jak się dostanę, to będę w gronie ludzi, którzy są w radzie miasta od wielu lat. Będzie trudno, ale wszystko opera się na chęciach, współpracy no i oczywiście na sile argumentów.

Najmłodszy kandydat na radnego wraz z rodziną i znajomymi w dniu złożenia swojej kandydatury

Najmłodszy kandydat na radnego wraz z rodziną i znajomymi w dniu złożenia swojej kandydatury

- Obniżysz podatki?

Można je na jakiś czas zamrozić. To już miało miejsce, jakieś dziesięć lat temu, kiedy burmistrzem była Hazel McCallion. Podatki nie szły w górę, a miasto dalej się „kręciło”. A jeśli już mówimy o wydatkach. Moje podejście do pieniędzy, którego nauczyłem się w rodzinnym domu to „spend wisely with common sense”. Wydawać przecież trzeba, ale można rozsądnie. Chodzi mi o to, że żeby ludzie w ogóle byli w stanie płacić podatki, to muszą mieć pracę i przede wszystkim muszą jakoś do niej dojechać. Wszyscy widzimy na co dzień jak wyglądają zakorkowane ulice naszego miasta. Wiem z rozmów z ludźmi, że ci, co korzystają z komunikacji miejskiej, krążą tymi autobusami z części wschodniej miasta na Square One, żeby przesiąść się do następnego autobusu i wrócić na wschodnia, ale północą jej część. To nie tylko strata czasu, ale też paliwa oraz generowanie niepotrzebnych korków. Można przecież usiąść i na spokojnie jeszcze raz przejrzeć rozkłady jazdy, pozmieniać je i dopasować do potrzeb mieszkańców. Następna rzecz. Mamy już rok szkolny a na Tomken, pomiędzy Eastgate a Eglinton, robią drogę. Jest to przy samej szkole Philip Pocock, do której uczęszcza około tysiąc dwieście uczniów. Rozerwali cały asfalt i będą kłaść nowy. Rano wpada tam ekipa pracująca i korkuje tę część miasta na cały dzień. Myślę, że to trochę nieprzemyślane. Można przecież było zrobić tę drogę w ciągu wakacji.

- Kandydaci często wiele obiecują, a potem wychodzi jak zwykle…

Ale co mamy powiedzieć? Nie głosujcie na nas, bo kiedyś ktoś nie dotrzymał słowa, więc my też nie dotrzymamy i nic się nie zmieni? Kiedy ja wierzę w to, że się zmieni. Bardzo chciałbym, aby zmieniło się też podejście, zwłaszcza ludzi młodych. Ten jeden głos naprawdę ma znaczenie. Nie żyjemy w kraju Trzeciego Świata, mamy wolne, demokratyczne wybory. Taki jest system, że wybieramy kogoś kto rządzi w imieniu większości. Kiedy osiem lat temu mój wujek został radym w Polsce, bardzo dużo z nim rozmawiałem. Pamiętam, że zawsze wydawało mi się, radny to taki niedostępny człowiek. Ktoś go wybrał i sobie rządzi. Ale dzisiaj jest 2018 rok. Mamy już inne podejście. Na mojej stronie internetowej www.robertkielek.ca jest mój prywatny numer telefonu komórkowego. Każdy może się ze mną skontaktować, porozmawiać, wymienić opinie, czy zwrócić się z jakąś prośbą. Ja po to stratuje, żeby pomagać i działać w sferze lokalnej. Mieszkam przy Burnhamthorpe w Mississauga już dwadzieścia dwa lata, więc bardzo dobrze znam swoja okolicę.

- Nie słychać u Ciebie angielskiego akcentu, ile miałeś lat, kiedy przyjechałeś do Kanady?

Ja się w Kanadzie urodziłem. Sam nauczyłem się pisać i czytać po polsku. Reszta to zasługa moich rodziców, no i polskiej szkoły oczywiście też. Każde wakacje spędzałem w Polsce. Teraz też jeżdżę, kiedy tylko mogę. Podoba mi się nasza kultura, nasz język. Lubię, kiedy muszę napisać po polsku coś oficjalnego i muszę się trochę z tym pomęczyć, sprawdzić w słowniku. To mnie ekscytuje. Polski to jeden z najtrudniejszych języków świata i ja go znam.

Robert Kiełek w trakcie swojej kampanii

Robert Kiełek w trakcie swojej kampanii

- W poniedziałek 22 października odbędą się wybory samorządowe na burmistrzów miast, radnych oraz zarządców publicznych szkół. Na Ciebie będzie można oddać głos w okręgu 3. Czy myślisz, że mieszkańcy są wystarczająco dobrze poinformowani o miejscach do głosowania i o tym, że trzeba się przed wyborami zarejestrować?

W moim okręgu 3, czyli pomiędzy Cawthra na wschód do rzeki Etobicoke i od Dundas na północ do Eglinton, o swojej kandydaturze staram się moich wyborców powiadomić osobiście. Informacje o tym, że trzeba się zarejestrować przychodzą pocztą, reszta to już wybór danej osoby. Rządowa strona www.mississaugavotes.ca jest pełna informacji, jest też bardzo przejrzysta i łatwa w obsłudze. Myślę, że w gruncie rzeczy Polacy w mojej okolicy, i nie tylko, cieszą się, że nareszcie kandyduje Polak. Mało nas w strukturach samorządowych. Jeśli jest okazja, aby to zmienić, zmieńmy to. Ja do swojej kandydatury podchodzę bardzo poważnie i zależy mi, aby dać poznać się wyborcom oraz liczę na ich pomoc. 13 października organizuję zabawę w Polskim Centrum Kultury przy Cawthra. Zaczynamy o 20-stej. Koszt biletu to 25 dolarów, w tym podane będzie ciepłe jedzenie, napoje, a czas umili znany już wszystkim zespół „Kompot”. Tak, więc jeśli ktoś chce mnie poznać, ma do mnie pytania, chce omówić sprawy jeszcze przed wyborami to będzie dobra okazja, a poza tym miło spędzimy wieczór.

- Porządnie się za te wybory zabrałeś, jesteś zorganizowany, pewny siebie, wiesz czego chcesz i masz duże doświadczenie w pracy z ludźmi. Czy uważasz, że będziesz odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu?
Kiedy postanowiłem, że będę kandydował na radnego, moja rodzina, znajomi i sąsiedzi ucieszyli się i nie tylko mnie wspierają mentalnie, ale tez pomagają jak tylko mogą. To mi pokazuje, że dobrą decyzję podjąłem. Gdyby było inaczej, dostałbym sygnały. Te wybory to moja nowa życiowa droga. Nie poddam się łatwo i będę dążył do celu, którym jest wsparcie i pomoc społeczności w moim regionie, który znam od podszewki. Co będzie dalej zależy od wyborców. Mój sąsiad, sporo ode mnie straszy, kiedy dowiedział się, że startuję powiedział: „Robert, jak się cieszę, że kandydujesz, nareszcie jakiś normalnych człowiek”.

Rozmawiała Adrianna Tomkowiak