Nadchodzi era Xaviera

Porady babci Jelonki kwie 22, 2019 at 5:39 am

dRvfrZySięgam pamięcią do czasów, kiedy spędzałam wakacje w Dziale – przysiółku bieszczadzkiej wsi Sielnica. Stał tam rodzinny dom mojego ojca – przykryty strzechą, wapnowany i malowany później na jasnoniebieski kolor.  W środku domu najwięcej miejsca zajmował wielki piec – taki, na którym można było spać, albo… upiec w nim chleb. Ciocia Janeczka była w tym mistrzynią – okrągłe, pachnące bochny pieczone na chrzanowych liściach to zapach mojego dzieciństwa. Dzisiaj nie ma już w Dziale domów krytych strzechą – pobudowano nowoczesne wille. Tylko Janeczka nie uległa modzie i nie pozwoliła zburzyć pieca. I tak stoją obok siebie – resztki chatki z piecem i piętrowy dom.

Z dawnych czasów pozostało jeszcze coś – zakwas na chleb. Nikt już nie pamięta ile ma lat – zaczęła go robić jeszcze moja babcia, więc to wiekowy kawaler. Przy każdym pieczeniu pozostawiała go trochę i był zaczątkiem nowego chleba.

zakwas1Przypomniałam sobie o nim, kiedy znalazłam na facebooku Piekarniczą Brać. To strona, która skupia fascynatów domowego wypieku pieczywa. Tam też pojawił się Leon. Tak opisuje go jego twórca Mateusz Martyniak: Czym jest Leon? … to nie tylko zakwas to idea.  Powstał w naszym domu prawie 11 lat temu. Z tęsknoty za polskim chlebem na początku naszej emigracji. Nosi imię naszego syna. Umierał i odradzał się z ubrudzonego nim słoika. Jest historią zmagań, porażek, historią naszej próby stworzenia domu. Jego częścią jest Marek Szkudlarek, który zechciał się podzielić zakwasem z innymi, który jemu i nam pomógł uwierzyć, że można odtworzyć smak dzieciństwa i rozwinąć pasję. Wysyłaliśmy ususzonego Leona do USA, Kanady, Niemiec, Wielkiej Brytanii do wielu innych miejsc (przypuszczam że 40-50). Zainteresowanych odsyłam do mapy posiadaczy Leona, na grupie. Zawsze za darmo, zawsze z uśmiechem na duszy, szczęśliwi, że ktoś rozpocznie swoją przygodę z chlebem i z nadzieją, że pośle go kiedyś dalej. Do tego czym jest Leon mogą odnieść się prawdopodobnie wszyscy Ci który tworzą jego historię. Jest dla nich pewnie tym samym czym jest dla nas. Czym Leoś nie jest? Gadżetem, elementem strategii marketingowej. Idei nie można kupić, nie można sprzedać ani nie można zabić choć co do ostatniego twierdzenia nie mam już takiej pewności”.

Po takich rekomendacjach i ja zapragnęłam stać się właścicielką tego intrygującego zakwasu. Na mapie Leona znalazłam kontakt e-mailowy do osoby mieszkającej niedaleko Chicago i dwa tygodnie później otrzymałam od niej przesyłkę  z ususzonym Leonem. Wystarczy rozpuścić go w wodzie, a gdy zmięknie dodać mąkę i codziennie dokarmiać, by urósł. Potem pozostaje już tyko pieczenie prawdziwego, własnego chleba na zakwasie.

Jak tradycja Leonowa każe – podzieliła01m się już nim ze znajomym – jest więc szansa, że niedługo Leon zawojuje Toronto i okolicę! Na razie czeka na mnie w domu, bo wyruszyłam na świąteczne wojaże do Polski. Ale nie zasypiam gruszek w popiele! Odwiedziłam już starą piekarnię, do której biegałam po chleb będąc jeszcze dzieckiem. Gorące bochenki nigdy w całości nie docierały do domu – zjadałam po drodze obie piętki, za co nie raz obrywałam od mamy.

Piekarnia ma ze sto lat i wciąż wypiekane są tam chleby za zakwasie. Opowiedziałam piekarzom historię Leona i zapytałam nieśmiało, czy podzielą się ze mną zakwasem na “chleb mojego dzieciństwa”. Nie powiem, wzruszyli się panowie, spojrzeli na siebie, jeden z nich wyszedł na zaplecze piekarni, by za chwilę wrócić z woreczkiem, którego zawartości pewnie się domyślacie! IMG_0322

Pognałam jak na skrzydłach do mieszkania mojej mamy, rozsmarowałam zakwas cienką warstwą na pergaminie i czekam, aż się wysuszy. Poleci ze mną do Kanady – obiecuję, że jak się rozrośnie podzielę się nim ze zwolennikami domowego pieczenia chleba. Nadałam mu nawet imię – Xavier – jak mój najstarszy wnuk. Kto wie, może uda mi się przekazać wnukom tradycję? Może  nadchodzi właśnie era Xaviera?