Przez Bałtyk pieszo. Stu śmiałków wyruszyło w „Marszu Śledzia”
Przez Bałtyk pieszo. Stu śmiałków wyruszyło w „Marszu Śledzia”

Stu uczestników wyruszyło w sobotę z Kuźnicy na Helu, by pokonać niezwykłą trasę prowadzącą przez Zatokę Pucką. Celem było dotarcie do plaży w Rewie po przejściu około 12 kilometrów przez płycizny i mielizny, które od wieków tworzą naturalny szlak między dwoma brzegami zatoki.
Marsz Śledzia, organizowany od 24 lat przez gdynianina Radosława Tyślewicza, jest jednym z najbardziej nietypowych wydarzeń w Polsce. Jak podkreśla pomysłodawca imprezy, uczestnicy wędrują dawnym brzegiem morskim, który jeszcze około tysiąca lat temu znajdował się nad poziomem morza.
Choć przejście przez Bałtyk brzmi niewiarygodnie, większość trasy prowadzi przez bardzo płytką wodę lub odsłonięte mielizny. Jedynie około kilometrowy odcinek wymaga przepłynięcia ze względu na sztucznie pogłębiony tor podejściowy do Pucka.
Organizatorzy podzielili trasę na kilka charakterystycznych etapów. Pierwszy z nich nazwano „etapem wiary”, ponieważ uczestnicy stopniowo oddalają się od lądu, a przed sobą nie widzą jeszcze kolejnych fragmentów mielizny. Następnie przychodzi czas na tzw. „syndrom Mojżesza”, kiedy po obu stronach marszu rozciągają się połacie wody przypominające ściany.
W trakcie wyprawy odbywa się także tradycyjne pasowanie na śledzia. Każdy uczestnik musi zjeść kawałek surowej ryby, a następnie może posilić się bułką i bananem. Ostatni etap to przeprawa przez najgłębszy fragment zatoki przy pomocy lin ciągniętych przez kutry rybackie.
Marsz Śledzia uchodzi za wydarzenie wyjątkowe w skali świata. Jego organizacja jest ściśle uzależniona od warunków przyrodniczych i decyzji administracji morskiej. Termin ustalany jest tak, aby nie zakłócać migracji ptaków oraz funkcjonowania lokalnych ekosystemów.
Ze względów bezpieczeństwa liczba uczestników została ograniczona do stu osób.




Komentarze (0)