Szokujący test DNA. Przez 38 lat żyli w cudzych rodzinach
Szokujący test DNA. Przez 38 lat żyli w cudzych rodzinach

Przez 38 lat Kyle Bylin i Jeremy Morrison byli przekonani, że wychowują się w swoich biologicznych rodzinach. Dopiero przypadkowy test DNA ujawnił prawdę – jako noworodki zostali podmienieni w szpitalu i całe życie spędzili z rodzicami drugiego z nich.
Obaj przyszli na świat 26 stycznia 1988 roku w Unity Medical Center w Grafton w Dakocie Północnej. Według pozwu byli jedynymi dziećmi urodzonymi tego dnia w szpitalu. Rodziny twierdzą, że tuż przed wypisem doszło do tragicznej pomyłki – chłopcy trafili do niewłaściwych rodziców.
Prawda wyszła na jaw dopiero pod koniec 2024 roku. Kyle Bylin otrzymał w prezencie test DNA. Wyniki nie wykazały pokrewieństwa z rodziną, w której się wychował, za to wskazały biologiczną ciotkę. Kolejne badania potwierdziły, że Jeremy Morrison dorastał z biologicznymi rodzicami Kyle’a, a Kyle – Jeremy’ego.
Obaj przyznają, że przez lata czuli, iż różnią się od swoich bliskich, jednak nigdy nie przypuszczali, że powód jest tak dramatyczny. Po odkryciu prawdy poznali biologicznych rodziców. Spotkaniom towarzyszyły ogromne emocje i wzruszenie, ale także niezręczność. Co ciekawe, do lipca 2026 roku sami mężczyźni nie spotkali się jeszcze osobiście – rozmawiali jedynie przez telefon.
– Test DNA nie odbierze mi 38 lat wspomnień – powiedział Morrison, podkreślając, że miał szczęśliwe dzieciństwo i kochających rodziców.
Dla obu rodzin odkrycie oznacza jednak bolesną świadomość utraty najważniejszych chwil z życia biologicznych dzieci – pierwszych kroków, szkolnych lat czy rodzinnych uroczystości.
Rodziny złożyły pozew przeciwko szpitalowi, zarzucając mu zaniedbanie, błąd medyczny i oszustwo. Domagają się odszkodowania oraz procesu przed ławą przysięgłych. Szpital przyznał, że mężczyźni zostali oddzieleni od biologicznych rodzin, jednak podkreśla, że nie dysponuje dowodami pozwalającymi jednoznacznie ustalić odpowiedzialność personelu. Dokumentacja z tamtego okresu została już zniszczona, a nikt z ówczesnych pracowników nie jest zatrudniony w placówce.
Do zamiany noworodków dochodziło również w Polsce. W 1956 roku pod Częstochową położna pomyliła syna pani Ireny, Tadeusza, z innym chłopcem urodzonym w tym samym czasie. Obaj chłopcy przez lata wychowywali się w niewłaściwych rodzinach, a zamianę formalnie potwierdziły badania genetyczne, które Tadeusz wykonał dopiero w 2009 roku. Są przyznał poszkodowanym łącznie ponad 500 tys. zł zadośćuczynienia, jednak w 2014 roku Sąd Najwyższy uchylił wyrok, uznając, że w chwili zdarzenia nie obowiązywał jeszcze kodeks cywilny i brakowało podstawy prawnej. W efekcie Skarb Państwa zażądał zwrotu wypłaconych pieniędzy wraz z odsetkami.
W sprawie Tadeusza (miał zasądzone 450 tys. zł) spór zakończył się dopiero w 2019 roku. Sąd Najwyższy orzekł, że mężczyzna nie musi ich oddawać, bo wypłata czyniła zadość zasadom współżycia społecznego, a moralną odpowiedzialność za zaniedbanie personelu ponosi państwo.
Właśnie opaska identyfikacyjna, jak ta zachowana przez Bylina, jest dziś pierwszym zabezpieczeniem przed pomyłką. W Polsce, zgodnie z przepisami z 2023 roku i doprecyzowującym je rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 2024 roku, noworodka zaopatruje się w nią niezwłocznie po porodzie, w miarę możliwości w obecności matki. Opaska musi zawierać imię i nazwisko matki, płeć dziecka oraz datę i godzinę urodzenia co do minuty. Personel ma obowiązek zweryfikować te dane przy kolejnych czynnościach.




Komentarze (0)