Jesienne zakończenie sezonu Jacht Klubu Biały Żagiel na Georgian Bay
Jesienne zakończenie sezonu Jacht Klubu Biały Żagiel na Georgian Bay
Słońce odbijało się od powierzchni wody, między jachtami kręciły się załogi, a ciepła zatoka zachęcała do kąpieli. Tak Jacht Klub Biały Żagiel zakończył kolejny sezon — w gronie przyjaciół, przy muzyce, ognisku i dobrym jedzeniu. To już trzydziesty rok klubowej tradycji. Każdej wiosny Biały Żagiel wspólnie otwiera sezon, a jesienią spotyka się, by go zakończyć. W ciągu lata jachty i załogi odwiedzają wiele pięknych miejsc na Georgian Bay. Rejsy, wspólne postoje i wieczory przy ognisku są stałym elementem życia klubu.

Tegoroczne spotkanie rozpoczęło się od przypływających jachtów i powitań na brzegu. Z każdą kolejną załogą robiło się tłoczniej i weselej. Przybyła ekipa Thompson Marine z Jasiem, zwanym „Kiełbaską”, a także Krzyśko, który przypłynął tuż za Adamem. Niektórzy pokonali wodą nawet dwa dni drogi, żeby spędzić z nami ten weekend.
Pogoda dopisała wyjątkowo. Było słonecznie i ciepło, a woda nadal miała temperaturę, która pozwalała bez większego namysłu wskoczyć do zatoki. Mimo jesiennej daty kąpieli nie brakowało. Sam pływałem chyba sześć razy — trudno było nie skorzystać z takiej okazji.
Po południu rozmowy przeniosły się w okolice ogniska. Gdy zapadł wieczór, zabrzmiała muzyka zespołu Białego Żagla Shanty, Shanty i Olda Jazz. Wśród jachtów rozchodziły się dźwięki szant, śpiew i śmiech. Przy ogniu pojawiły się też morskie opowieści — wspomnienia z rejsów, spotkań i żeglarskich przygód, które z każdą kolejną historią nabierały nowych szczegółów. Później Andrzej Pękul sięgnął po gitarę. Jego występ wyciszył rozmowy i skupił uwagę zebranych. Na zakończenie zagrał na trąbce „Ciszę”. Dźwięk instrumentu popłynął nad wodą i między zacumowanymi jachtami, tworząc spokojny finał muzycznej części wieczoru.
Nie mniej ważne było menu. Na ogromnej patelni przygotowano klubowy „czarny kawior” — kaszankę pieczoną z cebulką. Obok pojawiły się kiełbaski z Odry oraz precle. Piotr Gańko przywiózł aż dwie skrzynki świeżych precli z solą. Znikały szybko, podobnie jak kolejne porcje z patelni.
Przy wielkim ognisku rozmowy trwały długo. Wspominano mijający sezon, rejsy i letnie spotkania, ale nie zabrakło też planów na przyszłość. Jedni opowiadali o odwiedzonych miejscach, inni już zastanawiali się, dokąd popłyną w kolejnym roku.
Następnego dnia spotkanie trwało nadal. Na stole pojawiły się żurek i kiełbaski, a dobra pogoda sprawiła, że nikt nie spieszył się z powrotem do domu. Georgian Bay wciąż wyglądała bardziej jak późne lato niż początek jesieni.
Tak zakończył się kolejny sezon Białego Żagla — z jachtami przy brzegu, muzyką, ogniskiem, morskimi opowieściami i wspólnym stołem.
Trzydzieści lat otwarć, zakończeń sezonu i letnich spotkań na Georgian Bay to ważna część historii klubu. Przed nami kolejne rejsy, nowe miejsca i następne spotkania.
Do zobaczenia na otwarciu kolejnego sezonu!
Michał Bogusławski





Komentarze (1)