Toronto – dalszy ciąg sporu o fotoradary
Toronto – dalszy ciąg sporu o fotoradary

Premier Ontario Doug Ford ostro skrytykował raport miasta Toronto, z którego wynika, że instalacja progów zwalniających i innych elementów uspokajania ruchu w strefach szkolnych może potrwać ponad 13 lat i kosztować 52 mln dolarów.
Dokument powstał po tym, jak jesienią Ford zakazał w całej prowincji automatycznych fotoradarów, argumentując, że służą głównie do generowania dochodów. Decyzja zapadła mimo badań władz lokalnych i ekspertów ze Szpitala dla Chorych Dzieci, którzy wskazywali, że fotoradary realnie ograniczają prędkość.
Ford od dawna przekonuje, że skuteczniejsze będą progi zwalniające, ronda i duże znaki ostrzegawcze. Radę miejską Toronto nazwał „najbardziej dysfunkcyjną areną polityczną w kraju”, obwiniając „radykalnie lewicowych” radnych za opóźnienia. – Pokażę, jak zrobić rondo w kilka miesięcy, a nie 13 lat – mówił.
W Toronto działało 150 fotoradarów, głównie przy szkołach. W mieście jest 819 szkół i ok. 775 km dróg w strefach szkolnych. Na 244 km głównych arterii nie wolno jednak montować progów zwalniających. Miasto zainstalowało dotąd ok. 700 progów; koszt jednej instalacji to ok. 4 tys. dolarów.
Radna Paula Fletcher oceniła, że decyzje prowincji są „złe dla dzieci”. Aktywiści, m.in. z Safe Parkside, podkreślają, że bezpieczeństwo stało się zakładnikiem polityki.




Komentarze (0)