Afera w Szpitalu Południowym. Lekarka: „Czuję się jak szmata”
Afera w Szpitalu Południowym. Lekarka: „Czuję się jak szmata”

W Szpitalu Południowym w Warszawie narastają emocje po ujawnieniu informacji dotyczących pracy i wynagrodzenia Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
Głos w sprawie zabrała jedna z lekarek szpitala. W rozmowie z „Faktem” nie kryła emocji.
– Ilość „bagna i smrodu, które wylały się na całą Polskę, nas, lekarzy ze Szpitala Południowego, po prostu oburza i obraża. Czujemy się, jakby ktoś nas opluł. Ja czuję się opluta, jak szmata wytarzana w rynsztoku. Ten szpital jest całym moim życiem – powiedziała.
Według ujawnionych informacji Kacprzyk, będący na początku specjalizacji i mający niespełna 30 lat, miał zarabiać nawet 1,6 mln zł rocznie. Po nagłośnieniu sprawy skorygował 33 faktury i zwrócił szpitalowi około 500 tys. zł.
Jak podkreślają pracownicy placówki, największe kontrowersje budzą nie tylko same kwoty, ale również różnice w wynagrodzeniach. Wieloletni pracownicy mieli słyszeć, że nie ma środków na podwyżki, podczas gdy nowo zatrudniani lekarze otrzymywali znacznie wyższe wynagrodzenia. Zdaniem części personelu prowadziło to do narastającej frustracji.
Wątpliwości dotyczą także zakresu obowiązków pełnionych przez Kacprzyka jako koordynatora SOR-u. Niektórzy pracownicy twierdzą, że nie było jasne, na czym dokładnie polegała jego rola. Według medialnych doniesień miał on również angażować się w działalność publiczną i występy medialne w czasie, gdy formalnie pełnił obowiązki służbowe.
Dodatkowe emocje wywołały informacje o rzekomych apelach kierowanych do personelu, by nie komentował sprawy publicznie. 18 czerwca pielęgniarki miały otrzymać SMS-y z prośbą o niewypowiadanie się w mediach. Z podobnym przekazem miała kontaktować się także przewodnicząca związków zawodowych. Relacje te nie zostały jednak oficjalnie potwierdzone przez kierownictwo szpitala.
Sprawa nabrała także wymiaru politycznego. Premier Donald Tusk zapowiedział pełne wyjaśnienie okoliczności związanych z zatrudnieniem i wynagrodzeniem lekarza. Z kolei prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapewnił, że formalne zgłoszenia dotyczące nieprawidłowości nie trafiały bezpośrednio do niego.
Afera wokół Szpitala Południowego pozostaje przedmiotem intensywnej debaty publicznej i może skutkować dalszymi kontrolami oraz wyjaśnieniami dotyczącymi zarządzania placówką.




Komentarze (1)