Zbiórka dla rannej matki pod lupą policji
Zbiórka dla rannej matki pod lupą policji

Maryanne Mullett nadal dochodzi do siebie w szpitalu po urazie odniesionym w Nowy Rok. Twierdzi, że nie otrzymała większości środków z zbiórki na GoFundMe, którą dla niej założył członek rodziny.
Policja regionu Durham prowadzi dochodzenie w sprawie zbiórki internetowej zorganizowanej za pośrednictwem platformy GoFundMe dla ciężko rannej matki dziesięciorga dzieci. Kobieta twierdzi, że nie otrzymała większości środków zebranych w ramach kampanii.
Zbiórka została uruchomiona wkrótce po Nowym Roku, kiedy Maryanne Mullett uległa poważnemu wypadkowi. Do zdarzenia doszło wczesnym rankiem na drodze regionalnej nr 23 w pobliżu Beaverton, gdy kobieta zatrzymała się, by pomóc kierowcy, który wypadł z zasypanej śniegiem jezdni.
Jak relacjonowała w rozmowie z CityNews, zaproponowała mężczyźnie schronienie w swoim pojeździe i pomoc w wydostaniu się z niebezpiecznego miejsca. Chwilę później, gdy próbowała wyjąć pasy z samochodu, w jej ciężarówkę uderzył inny pojazd.
— To wszystko, co pamiętam. Następną rzeczą było to, że leżałam na drodze i odczuwałam ogromny ból — wspominała.
Mullett została przetransportowana śmigłowcem do szpitala, gdzie do dziś przechodzi leczenie i rehabilitację po licznych obrażeniach. Jak podkreśla, oprócz bólu fizycznego najtrudniejsze jest dla niej to, że nie może opiekować się swoimi dziećmi, z których część ma szczególne potrzeby.
Kobieta utrzymywała się z działalności związanej z żywnością rdzennych mieszkańców Kanady, uczestnicząc w wydarzeniach typu pow wow w Ontario. W wyniku wypadku straciła jednak możliwość pracy i dochody.
Z inicjatywy członka rodziny uruchomiono zbiórkę, która przyniosła ponad 19 tysięcy dolarów. Jak twierdzi Mullett, od początku nalegała, aby konto zostało założone w jej imieniu lub na nazwisko jej matki. Ostatecznie jednak organizator zbiórki miał zarejestrować ją na własne dane.
Według relacji kobiety do tej pory otrzymała jedynie nieco ponad 6 tysięcy dolarów. Gdy zaczęła dopytywać o brakujące środki, usłyszała, że zostały przeznaczone na potrzeby jej dzieci. Mullett podważa jednak te wyjaśnienia.
— Poproszono mnie o przesyłanie własnych pieniędzy na jedzenie i podstawowe wydatki, co robiłam. Otrzymywaliśmy też karty podarunkowe na żywność. To wszystko nie zgadza się z tłumaczeniami dotyczącymi pieniędzy ze zbiórki — powiedziała.
Kobieta zażądała przedstawienia rozliczeń i potwierdzeń wydatków, jednak — jak twierdzi — do tej pory ich nie otrzymała. Sprawę zgłosiła policji.
Rzecznik Durham Regional Police Service potwierdził, że dochodzenie jest w toku, ale jak dotąd nikogo nie zatrzymano.
Pierwotna zbiórka została zamknięta. Przyjaciele Mullett zachęcili ją do uruchomienia nowej kampanii, aby uzyskać realne wsparcie finansowe.
— Wiem, że darczyńcy mogą się zastanawiać, dlaczego proszę o kolejne pieniądze, skoro już wpłacili. Prawda jest taka, że nie otrzymałam całej kwoty — podkreśliła. — Mam rachunki do opłacenia i dzieci na utrzymaniu, a nie mogę pracować, leżąc w szpitalu.
Decydując się na publiczne wystąpienie, Mullett chce nie tylko wyjaśnić swoją sytuację, ale także zwrócić uwagę na zasady funkcjonowania zbiórek internetowych.
— Nie mogę tego wystarczająco podkreślić — upewnij się, że jesteś zarejestrowany jako beneficjent. Wtedy masz kontrolę i możesz reagować, jeśli coś budzi niepokój — zaznaczyła.




Komentarze (0)